
segse >> niedziela, 11 stycznia 2009 15:50:16
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
segsegsegseg
komentarze [2]~~~~~~
Kamashi

Gomen.. >> niedziela, 5 października 2008 11:30:09
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Przepraszam. Ale wydaje mi sie ze i tak nikt juz tego nie czyta... Jeżeli ... Jeżeli jednak sie mylę to prosze. Pokażcie ze chcecie przeczytac ostatnie notki.
Pozdrawiam
komentarze [3]~~~~~~
Kamashi

Episode 10 >> niedziela, 13 lipica 2008 16:33:39
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Wybaczcie. Ale nie miałam jak napisać tej notki. Ostatnie dwa tygodnie nie było mnie w domu. A pod ręką miałam jedynie laptopa brata. A pisanie na nowo odcinka, zapisanego na komputerze nie uśmiechało mi się. Ale publikuje teraz. Mam nadzieję, że nie jesteście tak baaardzo źli. Prawda?
Z góry przepraszam za możliwe błędy, ale jestem TROSZKę zabiegana i nie mam za dużo czasu. Za kilka dni wyjeżdżam, ale nie ma to nic wspólnego z faktem, iż nie będzie notek. Będą. Bo do dyspozycji będę miała laptopa.
Z Innej Beczki.
Podczas tej przerwy zastanawiałam się nad opowiadaniem. I doszłam do wniosku, że nie napisze wszystkiego, co zamierzałam. Opublikuję tu skróconą wersję, pomijając nieistotne fakty.
A teraz nie przeszkadzam i zapraszam na odcinek.
Episode 10
Szare uliczki Konohy, a pośród nich krótkowłosa szatynka przemierzająca kolejne metry brukowanej ścieżki. Drogę rozjaśniał jej nikły blask pojedynczych gwiazd i umieszczone na wystawach sklepowych neony. Nie spieszyła się. „Przecież i tak mi nie ucieknie” pomyślała uśmiechając się mimowolnie.
Do Kakashi’ego było blisko, więc postanowiła nie posyłać po niego ANBU. Już po paru minutach dotarła pod sporych rozmiarów dom. Stojąc pod drzwiami podniosła rękę z zamiarem obwieszczenia mu swojego przybycia, lecz chwilę później opuściła ją.
- Oj tak , na pewno mi otworzysz… - mruknęła cicho, chichocząc. Wskoczyła zwinnie na dach rozglądając się bacznie.
„Ha! ANBU zawsze przezorny! Ehh.. Kakashi zostały Ci stare nawyki” Myślała chodząc do pomieszczenia przez otwarte okno. Rozejrzała się uważnie po wnętrzu, jej wzrok przykuło lekko oświetlone łóżko.
„Będzie ciężko”. Powoli, jakby lekko niechętnie podeszła do mężczyzny.
- Kakashi. – zaczęła delikatnie
- ….
- Kakashi!! – powtórzyła, łapiąc go za ramie i potrząsając nim lekko.
-…. – mlasnął, chrapnął i odwrócił się na drugi bok.
- Oo nie! Nikt nie będzie mnie olewał, nawet i przez sen. Kakashi! Wojna! Porwali Hokage! – krzyknęła
- … - chrapnął znacznie głośniej i podrapał się po nodze.
Shizune poczerwieniała ze złości.
- Nie chcesz po dobroci. Zastosujemy inną metodę, zawsze działa. – rzuciła z wrednym uśmiechem, i łapiąc za kawałek kołdry ściągnęła ją z mężczyzny, a jego samego, na wpół przytomnego złapała za ucho i wytargała z łóżka. Po pokoju rozniosły się jego błagalne jęki.
- Nie, nie! Shizune póść! Aauaa! Booli! Aaa! Puuśćć! Prooosze!
Puściła. Aby chwilę później, jak na komendę wybuchnąć śmiechem. Widok Wielkiego Copy Ninja pocierającego obolałe ucho z miną zbitego psa wart był wyjścia z biura.
- Nie musiałaś tego robić .. – mruknął robiąc naburmuszoną minkę.
- Trzeba było wstać jak byłam miła i prosiłam – fuknęła, krzyżując ręce na piersiach.
- Nie chciało mi sięęę … - ziewnął, przeciągając się i drapiąc po brzuchu.
- Haa!! Wiedziałam, że nie śpisz! – rzuciła triumfalnie, unosząc do góry ręce w geście zwycięstwa.
-No bardzo śmieszne, faktycznie masz się czym podniecać. – burknął pod nosem podnosząc się i zakładając ręce za głowę. – Co chciałaś? Bo chyba nie przyszłaś na kawę, albo w innej prywatnej sprawie do mnie – uśmiechnął się
- No jak nie! Przyszłam popatrzeć sobie na Twoją jakże wspaniale umięśnioną i idealnie opaloną sylwetkę! A w szczególności brzuch i klatę! – rzuciła mrugając zalotnie oczami.
- Ładna nie!? Też byś taką chciała! – zakpił napinając mięśnie i strzelając różne pozy
- Ba! Każdy by taką chciał! – po chwili pokój wypełnił gromki śmiech dwójki znajomych.
- Nie no ale tak na serio, to Tsunade wzywa. Tak więc ubieraj się, poczekam na zewnątrz. – powiedziała wychodząc przez okno.
Hatake ponownie podrapał się po brzuchu.
- Chyba mam pchły przez te psy – jęknął, robiąc niezadowoloną minę i szukając spodni i reszty swojej garderoby. Co jak co, ale wizyta u Godaime w samych bokserkach i masce nie uśmiechała mu się zbytnio.
- Mam dla Ciebie specjalne zadanie Kakashi … - zaczęła Tsunade nadzwyczaj poważnym tonem.
- Stopień? – zapytał rzeczowo rozpierając się na krześle
- „S”. Misja jakiej jeszcze nigdy nie miałeś. – wstała z fotela, i podpierając się o parapet objęła wzrokiem całą Wioskę.
- Szczegóły. – rzucił.
„ Zacznijmy więc”. Pomyślała Godaime odwracając się przodem do gościa i opierając o okno.
- Twoim zdaniem będzie opieka nad …
„Jakimś Kage? Królem? Księżniczką? Księciem?” Po głowie mężczyzny krążyły tytuły najwyższych osobistości
- … dzieckiem. – dokończyła, czekając na jego reakcję.
- PROSZĘ?! Jestem tu aby dowiedzieć się o jakimś bachorze?! Z całym szacunkiem Hokage-sama ale czy ja wyglądam jak NIAŃKA?! – jęknął rozpaczliwie zrywając się z fotela – Ja zrobię wszystko! Samotną misję „A”, nawet samotnE misję „D”! MNÓSTWO MISJI „D”! Tylko nie dzieeeeckoo!
- Kakashi.. Proszę Cię. Jako były dowódca ANBU, profesjonalista w swoim fachu, poza tym …
- Właśnie! Jestem PROFESJONALISTĄ W SWOIM FACHU! A jest nim bycie NINJA! Nie NIAŃKĄ! Czy ja mam na czole napisane O-P-I-E-K-U-N-K-A ?! ANBU.. – dodał cicho. – Praktycznie, że dalej mam ich na skinienie paluuuszka .. – mruczał, uśmiechając się szatańsko i rysując jednym palcem kółka w powietrzu. .
- Nawet o tym nie myśl Hatake! Dzieckiem masz się zając TY! A nie ktoś z ANBU! Oni mają inne spraw…
- JA TEŻ! – warknął
- KAKASHIE! Nie zapominaj się z kim rozmawiasz!
- Wybacz, Hokage-sama. Ale czy nie mogłaby się nim ..
- Nią, dla ścisłości – poprawiła go
- Jeszcze lepiej. Nią zając Anko?! Albo Kurenai?!
- Są na misjach.
- No to chociażby Gai! On tak bardzo Kooocha dzieci!– rzucił zrozpaczony opadając na fotel.
- Rozpatrywałam tę możliwość, jednak szybko z niej zrezygnowałam. Według mnie to jednak Ty byłbyś lepszym ojcem niż Gai. – powiedziała, krzywiąc się na samą myśl o zielonych uniformkach.
- Oj przestań filozofować! Chyba nie masz zamiaru do końca życia zostać bezdzietnym KAWALEREM!
- Ale Hokage! Wtedy byłoby to MOJE dziecko! A nie czyjeś i to z innej wiosk…
- Ona jest stąd.
- Świetnie … - bąknął
- Ma 6 lat, zajmiesz się nią do 3 dni. Nie dłużej. Poza tym znasz ją. Mikuni Namada. Jest teraz sama u Uchihy, bo on leży w szpitalu. Baka! – warknęła, przypominając sobie jego ranę. – Zrozumiałeś?
- Hai .. – sapnął podnosząc się.
- Mówiłeś coś?
- Hai! Chociaż.. Iie! Co ja mam z nią zrobić?! Bo chyba nie zabrać do siebie?!
- Nie inaczej – jej diaboliczny uśmiech, doprowadzał go do coraz to większej rozpaczy.
- Ossu. Aa Hokage-sama. Dlaczego akurat ja? – zapytał potulnie.
- No bo przecież nie JA! – jej śmiech rozniósł się echem po gabinecie.
- Aaa! Kakashi-sama! – pisk dziewczynki rozniósł się po pomieszczeniu.
- Mikuni ciszej. Przez kilka dni będą się Tobą opiekował. Tak wiec proszę Cię, nie sprawiaj mi kłopotów. – wyjaśnił, masując skronie.
- Łaa! Od dzisiaj będziesz moim Nii-san! – rzuciła uradowana skacząc po łóżku.
- Nie za dużo masz czasem tych Nii-san?
- Niiee! Tylko dwóch. – odparła, łapiąc go za rękę i ciągnąc za drzwi. – A teraz wyjdź. I nie wchodź dopóki Ci nie pozwolę! – powiedziała władczo zatrzaskując mu drzwi przed nosem.
- Mała Tsunade.. – jęknął zrozpaczony. – Nii-san? Nii-san? Jestem do cholery pod 30! A ona mi tu wylatuje z Nii-san. Ehh … Dobra, przemęczę się. MIKUNI! Jest około 4 nad ranem! Chciałbym się chociaż chwile przespać! Wyłaź! – warknął, opierając się plecami o pobliską ścianę.
- Nii-san .. – mruknęła ciągnąc mężczyznę za rękaw. – Nii-san!
Dwójka ludzi, mała dziewczynka i jej opiekun stali przed wystawą książek. On- wyraźnie zafascynowany oglądał każdą z kolei okładkę, dopatrując się najdrobniejszych szczegółów. Ona – zdecydowanie znudzona, rozglądała się za każdym przechodniem, przyciągając tym samym na nich wzrok wszystkich ludzi.
- Niiiii-saaaan!! – krzyknęła depcząc mu z całej siły na nogę.
- Aaa! No co?! – jęknął, siląc się na spokój.
- Mieliśmy iść do Sasuke…- mruknęła spuszczając wzrok i łapiąc go odruchowo za rękę.
Nie podobał mu się ten pomysł. Chociaż, sam w sobie nie był taki straszny to jej głośne zachowanie i towarzyszący temu wzrok i słowa przechodniów zdecydowanie nie ułatwiały mu pracy.
- Wiedziałam, że taki przystojniak nie może być taki święty. O masz! Widzisz! Właśnie idzie z córeczką za rączkę!
- A ja myślałam, że on jest z tych porządnych.
- Ciekawe, której to dziecko zrobił.
- No! Najwyższy czas! Ile to ona ma już lat? Z 35!
Brew Szarowłosego mężczyzny drgała niebezpiecznie. Obeszłoby się bez zbędnych scen gdyby nie pędzący w jego stronę zielony ludek.
- Ty Stary! A coś to za dziecko dorwał?! Ja wiedziałam, że masz kogoś na boku! Tyle, ze ona ma już trochę lat. Komuś tego bachora zrobił?! – ciekawość Gai’a sięgała granic.
- Po pierwsze! Nie jestem Stary! Po drugie i najważniejsze! Ten bachor NIE JEST MÓJ! Wiesz dobrze, że nie przepadam za dzieciakami! – krzyknął, a pomruk dobiegający dotychczas do jego uszu ucichł. – A poza tym! Nikomu nie zrobiłem dziecka. – dodał zmordowany. Godzinny sen na niewygodnej do granic możliwości kanapie wyraźnie mu nie sprzyjał.
- No jak uważasz. Ale o tym pogadamy później. Teraz się spieszę, idę na misję. Sayonara. – rzucił odbiegając.
Hatake westchnął i ruszył dalej. Resztę drogi minęli w milczeniu, co dość zdziwiło mężczyznę, ale nie chciał pytać. Dziewczynkę zaprowadził do Sali Uchihy, a sam podreptał do gabinetu Godaime.
-Konnichiwa Hokage-sama. – mruknął wchodząc do pomieszczenia.
- Konnichiwa. – odparła, wyłaniając się zza sterty papierów.
- Coś nie za dobrze Tsunade wygląda. – zaczął
„Bo mam kaca…” – Nie wyspałam się. Zresztą. To samo mogę powiedzieć o Tobie. A teraz do rzeczy. Po co przyszedłeś?
- Zastanawiałem się nad tą całą sprawą. Hokage-sama wydaje mi się, że nie ma co zwlekać. Oni mają Naruto, a za nim idzie Kyuubi. Poza tym…
- Myślisz, że nie wiem? Kakashi ja przez to nie śpię! Ale.. To i tak nie ma znaczenia. Bo nie mamy informacji o siedzibie Akats…
W jednej sekundzie w pokoju pojawił się członek ANBU.
- Tsunade-sama. Kakashi-sama.– powiedział kłaniając się - Oddział 2 melduje powrót.
- Mieliście nie wracać dopóki nie znajdziecie ich kryjówki! – warknęła
- Hai! I właśnie dlatego jesteśmy. Znajdują się na wschód od Kiri-Gakure.
- Odejść!
- Hai! – mężczyzna zniknął. Wzrok blondynki odruchowo powędrował na Hatake.
- Wyruszacie jutro rano. Mianuję Cię dowódcą. Shikamaru robi za Twoją prawą rękę i posiada te same prawa co Ty. Jutro pod bramą o 6:00 Ty, Nara, TenTen, Lee, Hyuuga i rodzeństwo Piasku. Wyruszacie na misję ratunkową. Powiadom naszych, a ja zajmę się Suną. Zrozumiano?
- Hai! Eee.. A co z Uchihą?
- Jeżeli dojdzie do siebie do jutra rana, wyrusza z Wami. Jeżeli nie zostaje. A teraz odjeść!
- Jeszcze jedno.… Jeżeli Sasuke pójdzie z nami, to co z Namada?
Jej diaboliczny uśmiech nie wróżył nic dobrego.
- Podrzucę ją Shizune – odparła dumnie. Hatake zaśmiał się w duchu wychodząc.
komentarze [7]~~~~~~
Kamashi

Episode 9 "[...] co tak naprawdę do niego czuje, że nosi w sobie jego dziecko[...] >> niedziela, 1 czerwca 2008 17:48:54
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Miłego czytania :*:*
Kamashi
Szara noc, owinęła swoim smętnym urokiem Wioskę Liścia. Nie było w niej nic nadzwyczajnego, blade gwiazdy, lekkie światło księżyca. Niby tak zwykła, a za razem tak piękna w swej prostocie. Ciche pohukiwanie sów, delikatny szum wody, oraz liście poruszając się niespokojnie na wietrze, wszystko to tworzyło własną, tylko im znaną melodię. Kojącą zmysły, pobudzającą fantazje. Noc, jak każda inna noc… A jednak.
- Sasuke Uchiha? – zapytał posłaniec pojawiając się w oknie.
-Ha-hai –przytakną nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
- Hokage-sama wzywa - oznajmił
- O tej porze? Jest do cholery około północy! – burknął niezadowolony, obrotem sprawy
- Ja miałem tylko przekazać. Aa i dodała, że pilne – mówiąc to, zniknął. Westchnięcie, a po chwili i jęk, podnoszącego się Uchihy, odbiły się głucho od szarych ścian pomieszczenia.
- Kuso – warknął, znikając w kłębie dymu.
Piątka Shinobi, czekała na przybycie Hokage. Ich nieprzytomny wzrok, oraz mało precyzyjne ruchy, wskazywały na dość późną godzinę. Pomimo to, każdy z nich wiedział po co tu jest. Bardzo dobrze znał przyczynę, wyrwania go z błogiej krainy snów, oraz wezwania do biura.
Kilka minut później, ciche skrzypienie drzwi, oznajmiło przybycie owej sprawczyni. Hokage bez słowa weszła do pomieszczenia i zasiadała za biurkiem. Jej wzrok zlustrował wszystkich obecnych w pokoju.
- Gdzie Hatake? – mruknęła niezadowolona
- Jestem – wszyscy zwrócili głowy w stronę okna, gdzie stał szarowłosy ninja, który już po chwili zajął swoje miejsce na parapecie.
- Tak więc, przejdźmy do rzeczy. Trzy dni temu wysłałam list do Suny, skąd na pomoc przybędzie nam jedna drużyna. Lecz nie to chciałam Wam przekazać. – powiedziała, ziewając mimowolnie. – Wybaczcie. Nie będę ukrywać, że jesteście najlepsi. A fakt ten, oznacza, że nie mam wyjścia i między innymi to właśnie Wasza szóstka… - zaczęła, lecz ciche pukanie, przerwało jej składnią wypowiedź. – Proszę! – rzuciła, spoglądając w stronę drzwi. Do pomieszczenia weszła, tak dobrze znana im. Trójka Piasku, na czele z …
- KAZAKAGE! – ryknęła Tsunade, wstając a chwilę później opadając na fotel
- Tymczasowo-nie. – Odparł mało wzruszony, zdziwionymi spojrzeniami, tu obecnych. Wszedł do środka, robiąc tym samym miejsce, idącemu za nim bratu i siostrze. Ta ostatnia, zamykając za sobą drzwi, rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu. Jej wzrok, utkwił w stojącym zaraz obok futryny szatynie. Ten zaś opierając się wygodnie o ścianę, ze skrzyżowanymi rękoma, obserwującym uważnie każdy jej nawet najdrobniejszy krok, czy mimikę twarzy.
- Shika? – jęknęła, mrugając kilkakrotnie. Jakby chcąc upewnić się, że osoba stojąca nieopodal, nie jest wytworem jej wyobraźni, czy zwykłą zjawą. Chłopak uśmiechnął się lekko, rozkładając ręce w jej stronę.- Shikamaru .. – mruknęła rozpaczliwie, rzucając się na szyję mężczyźnie. – Shikamaru.. – powtórzyła cicho, wtulając się ufnie w jego tors. Po jej policzku spłynęła, mała, słona łza, która jakby robiąc na złość, swojej właścicielce. Sprowadziła kolejne, tak samo małe i słone, jak ona. Chłopak, trzymał ja mocno jedna ręką w talii, a drugą gładził jej blond włosy.
- Cii .. Przecież nic się nie stało – powiedział cicho i odsuwając ją lekko od siebie, otarł jej mokre policzki.
- Myślałam, że … że Ty .. – mówiła
- Ciicho .. – powtórzył łagodnie Nara. – Nic się nie stało. Jestem tu, a chyba to się liczy? – dodał uśmiechając się.
Kiedy owa dwójka, napawała się swoja obecnością. Hokage Liścia wykłócała się z Gaarą
- Co Ty
TU robisz?! – powiedziała kobieta, siląc się na opanowany ton głosu.
- Stoję - odparł, jakby była to najoczywistsza rzecz na świecie. Fakt, iż byli najwyżsi stopniem, nie miał teraz znaczenia. Tak samo jak ich wiek, oraz zasady, mówiące o zwracaniu się z szacunkiem do równych czy też wyższych stopniem. A już szczególnie jeżeli w grę, wchodziła ranga Kage.
- A co z Wioską? Powinieneś być bardziej odpowiedzialny! – mówiła oburzonym tonem, wstając i opierając się rękoma o blat biurka.
- O Wioskę, nie masz co się martwić. Jest pod dobra opieką. A co do powodu mojej obecności tu. Jest prosta. Chciałaś najlepszych? Masz najlepszych. A teraz przejdźmy do rzeczy. Zmęczony jestem. – rzucił od niechcenia siadając na pobliskim fotelu.
Tsunade zaś, bezsilna w owej sprawie opadła na siedzenie, wzdychając głośno.
- Tak więc, nawiązując do tego co mówi… - zaczęła. – Sasuke? Dobrze się czujesz? – zapytała patrząc na jego zgarbioną sylwetkę. – Kakashi! – rzuciła pośpiesznie. Wszystko, działo się w przeciągu kilku sekund. Jego zakrwawiona koszula, nieobecny wzrok, a zaraz potem nieprzytomne ciało, „leżące” w ramionach Hatake. – Połóż go tutaj. – Rozkazała pokazując swój fotel. Wszystkie pary oczu, skierowane były w stronę owej trójki. Tsunade powoli rozpięła i ściągnęła koszulę Uchihy.
- Kuso! – warknęła, krzywiąc się i przyglądając dokładniej, ranie na lewym boku Czarnowłosego.
- Shizune! – krzyknęła. Nie minęła chwila, w do pokoju wbiegła krótkowłosa szatynka.
- Hai?- jęknęła, lustrując pomieszczenie.
- Przygotuj sale i zawołaj na nią dwóch dyżurujących! Szybko!
- Ossu – przytaknęła, znikając.
- Jesteście wolni. Spotkanie dokończymy jutro. – Rzuciła w stronę reszty Shinobi
- Hai! – odparli, opuszczając pomieszczenie.
- Nie Ty Kakashi! Pomożesz mi zabrać go do szpitala – oznajmiła.
- No to chłopaki, widzimy się jutro! – powiedziała Temari do braci, znikając z Narą.
- A wydawało mi się, że byłaś strasznie zmęczona – zaczął rozbawiony szatyn, obejmując ją jedną ręką w pasie i przyciągając do siebie.
- Hmm.. było minęło. A co nie cieszysz się? – zapytała, patrząc na niego podejrzliwym wzrokiem.
- Ale Ty jesteś kłopotliwa. – Mruknął, wbijając wzrok w migoczące jasnym blaskiem gwiazdy.
- P-ff….- fuknęła obrażoną. Wyswobodziła się z uścisku i odwracając plecami do chłopaka skrzyżowała ręce na piersiach. Nie musiała długo czekać, aby poczuć ciepłe dłonie, oplatające ją ciasno na brzuchu, oraz głowę na swoim ramieniu. Jego ciepły oddech owiał jej policzek, a delikatny pocałunek na karku, przyprawił o dreszcze.
- Ale chyba właśnie za to Cię kocham – wymruczał jej do ucha, ponownie całując w szyję.
Soczyście zielony liść, spadał z najwyższej gałęzi pobliskiego drzewa. Wiatr kołysał nim łagodnie, pozwalając tym samym opadać, coraz to niżej. Jakby bał się, że upadek pozbawi go życia, albo spadnie on w miejscu, gdzie będzie ono okrutne. Tak samo jak miejsce, gdzie przebywała różowo-włosa dziewczyna. Siedziała ona na krześle, tempo wpatrując się w okno. Itachi wyszedł. Zostawiając ją i Pein’a samych. Lider nie odzywał się, głowę miał spuszczoną, a wzrok wbity w jakieś papiery. Lecz ona nie zwracała na to najmniejszej uwagi. Jej umysł zaprzątały inne myśli. Myśli, które z każdą chwilą przybierały na sile. Konoha. Jej dom. Wioska, gdzie było tych dwóch, dwóch którym oddała serce. Tak bardzo chciała być teraz przy nich, poczuć ich ciepłe ręce.. Lecz czy aby na pewno Ich? Ciężko, było jej przyznać się nawet przed sobą. Ale tęskniła, tylko za tym jednym. Chciała ponownie poczuć jego lekko drżące dłonie, które kawałek po kawałku, poznawały jej ciało. Jego delikatne, jak płatki wiśni pocałunki, budzące w niej pożądanie.
Czy to możliwe? Żeby ona Sakura Haruno… zakochała się? Pokochała kogoś, bardziej niż samą siebie? Nie była to już ta sama, szczenięca miłość. Miłość, którą pokazywała każdemu, którą każdy mógł zobaczyć. Ta była inna. Lepsza. Prawdziwa, smaczniejsza, ciekawsza. A może? Może wcale nie te cechy, świadczyły o jej wyjątkowości? To uczucie miało jedną, jedyną cechę budzącą w innych wstręt czy odrazę. Jej miłość, w pewnym stopniu była niedozwolona. Wręcz zakazana.
Dla niej, nie miało to jednak znaczenia. Kochała go. Teraz była tego pewna. Ile razy mijała go na ulicy, spotykała na treningach czy misjach. Ciało odmawiało jej posłuszeństwa. Żołądek wywracał koziołki, a chwilę później zwijał się w kłębek, powodując przyjemne mrowienie. Kiedy choćby przypadkowo, dotknął jej ręki, mimowolnie przechodziły ją ciarki. A gdzieś tam, w środku, czuła kojące ciepło, które z każdą sekundą zataczało coraz to większe kręgi.
Miała już dość! Chciała wracać! Wtulić się ufnie w jego tors i zostać tam, przez najbliższych kilka dni. Poczuć jego miękkie wargi, składające tysiące delikatnych pocałunków na jej malinowych ustach. Zobaczyć jego roześmiana twarz, jego szczery uśmiech i rozanielone spojrzenie. Takiego go właśnie kochała. Nie twardego, wielkiego i wszechmogącego. Kochała go takiego, jakim był przy niej. Uśmiechniętym, słodkim i delikatnym. Był dla niej bratem i kochaniem w jednym. Przy nim, świat nabierał koloru. Tak samo jak ich noc, noc z której wynikło tak wiele. Chciałaby w końcu powiedzieć mu, co tak naprawdę do niego czuje, że nosi w sobie jego dziecko. Owoc ich miłości. Zakazanej miłości. Z zamyślenia wyrwało ją ciche skrzypienie drzwi i zachrypnięty głos Itachi’ego
- Liderze. – Był tak podobny do Sasuke. Prawie identyczne rysy twarzy, zniewalająca budowa ciała. To samo chłodne i beznamiętne spojrzenie.
- Odprowadź ją do reszty – rzucił nie podnosząc głosy. Uchiha podszedł do Sakury i łapiąc ja pod rękę podniósł z krzesła. Pein spojrzał na chłopaka
- Chciałeś coś? – zapytał, choć jego mina nie wyrażała specjalnego zainteresowania.
- Kiedy załatwimy sprawę Kyuubiego?
- W przeciągu tygodnia. Większość jest na misjach, a oni i tak nie uciekną. Tak więc, nie widzę powodu, zaprzątania głowy reszcie. – Rzucił od niechcenia, wracając do papierów.
- Jak tylko wyzdrowiejesz, to Cię zabije.. – warknęła Tsunade, opadając na krzesło zaraz obok szpitalnego łóżka. Jej zmęczona twarz, nie wróżyła nic dobrego. Do nieprzespanych nocy dołączył wysiłek z raną Uchihy. Czy to akurat dzisiaj na dyżurze, musiał być niedoświadczony praktykant i medyk z pacjentami na głowie? - Życie jest niesprawiedliwe- jęknęła żałośnie, spuszczając głowę.
Minęło około 2 godzin od operacji, a ona dalej siedziała na krześle. Ani myśląc wstawać z niego. Z letargu, wyrwał ją cichy szmer kołdry. Podniosła głowę, a jej tęczówki napotkały lekko przymknięte oczy Sasuke.
- Może mi to wyjaśnisz? –Uchiha uniósł się minimalnie na łokciach, podnosząc do góry – Nawet nie próbuj! – jej władczy głos rozniósł się po pokoju. Chłopak opadł na poduszkę.
- Na misji…- zaczął – ANBU, jak zostaliśmy zaatakowani przez Akatsuki …
- TRZY DNI TEMU?! Łaziłeś 3 dni z tą raną!? – wrzasnęła. Czarnowłosy syknął z bólu, dotykając lewego boku. Postanowił pominąć retoryczne pytanie Godaime. – Dostałem kataną od bra..brata.
- Dlatego tak trudno było Cię wyleczyć.. – mruknęła zamyślona. Błoga cisza wypełniła szpitalny pokój.
- Która godzina? – rzucił, sprowadzając ją tym samym na ziemię.
- Jakoś po 3:00 – odparła wstając z krzesła.
- Będę musiał tu leżeć? – zapytał
- Łaziłeś trzy dni z rozciętym bokiem. Katana była zatruta z czego wynika, że przez te kilka dni trucizna rozchodziła się po Twoim ciele. W sumie to nie wiem jakim CUDEM poruszałeś lewą nogę, ale nie mam ochoty wnikać. Co do pytania, jakieś 3 może 2 dni. Okaże się.
- Co z misją? – jego głos był cichy i lekko zachrypnięty, lecz wyraźny.
- Dowiesz się jutro jak cała reszta. Kakashi Cię doinformuje. – Miała już wychodzić, kiedy padło kolejne pytanie
- Tsunade-sama, co z Namadą?
- KUSO! – warknęła Blondynka – Widziałam, że o czymś zapomniałam! – tyle było widać Hokage.
Siedziała u siebie w biurze, stukając palcami o dębowy blat.
- Shizune co ja mam zrobić? – jęknęła zrozpaczona opierając czoło o biurko.
- Kto jest w wiosce? – zapytała, rozważając różne możliwości szatynka.
- No nie wieeem. Nie ma żadnej kobiety! Został tylko - Gai, Asuma, Iruka.. No Kakashi, Shikamaru, Neji, Lee… - wymieniała nie odrywając głowy od blatu.
-Hmm… - mruknęła zamyślona – Odpadają na pewno – Gai, Asuma i Iruka. Nie wyobrażam ich sobie z dzieckiem, a już szczególnie dziewczynką. Iruka pracuje, a opcja bawienia dziecka na dłuższą metę, nie specjalnie by mu pasowała. Jeżeli wykluczymy Gai’a to automatycznie odpada Lee. Neji jest za spokojny jak dla niej, a Shikamaru. Dla niego byłoby to „Zbyt kłopotliwe” – rzuciła. – Poza tym jest Temari, a jak ona jest ciałem, to jego duchem nie ma. Tak więc widzę tylko jedno rozwiązanie. – dodała uśmiechając się szyderczo. – Kakashi.
- Zawołaj go. – wymruczała, otwierając „na ślepo” jedną z szafek.
_________________________________
Może nie było tu zbyt dużo wyjaśnione, wręcz przeciwnie jeszcze bardziej namieszałam, ale mam nadzieję, że się podobało.
Dziękuję za uwagę ;]
Pozdrawiam
PS Zapraszam na --> www.wolnosc-z-milosci.blog.onet.pl <--- Mój drugi blog.
komentarze [22]~~~~~~
Kamashi

Episode 8 "Suna/Tsunade/Kakashi&Iruka" oraz MóZGvs SUMEINIE >> niedziela, 25 maja 2008 00:56:13
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
(Wybaczcie tytuł. Nie miałam pomysłu;/ )
Nie jestem zadowolona z tej notki. Po pierwsze. Masło maślane. No ale trudno. I właśnie z tego powodu, że notka mi sie nie podoba. Nowa będzie szybciej;] Ale przejdźmy dalej
Mam zaszczyt dedykować ją
- Akacji! Przez którą dodaje ją właśnie dzisiaj.( Żeby Twoja cera nie ucierpiała. I proszę zwróć uwagę na GODZINĘ! Moja cera właśnie cierpi i woła i pomoc ^^ :P)
- Oraz WSZYSTKICH CZYTELNIKóW
No wiec ja już nic nie pisze, nie mówie i nie przeszkadzam. A no i mam zamiar być teraz milusia przez najbliższe hmm... 7 godzin. tzn. IDę SPAć
Dobranoc:* .. Eee.. znaczy sięę tego no... miłego czytania ;];] Tak, tak właśnie to chciałam napisać :P
Pozdrawiam :*
Szare uliczki, oświetlane przez pojedyncze, zachodzące już promienie słońca. Piasek, zdawał się być wszędzie. Zależnie od pory dnia., było tam gorąco, lub zimno. Lecz ludzie nie zwracali na to uwagi. Było to ich życie, samotne, lub też przepełnione rówieśnikami. Życie, które pomimo wielu wzlotów, i jeszcze większej ilości upadków, zależało tylko i wyłącznie od nich. Dni, miesiące, lata, nad którymi oni, i tylko oni mieli władzę.
Lecz, dla niektórych, trzymanie swojego życia w garści, było czymś niewystarczającym. Chcieli mieć oni władzę nad ludem, pragnęli pomagać mu w chwilach rozpaczy, przewodzić nim w momencie wojen. A przede wszystkim. Marzyli czasem o swoim, własnym, nienaruszalnym świecicie, w którym to on wyznaczają granicie. W którym to oni decydują o losie innych, a szczególnie, o świecie, otwartym na ludzi.
- Gaara, list z Konohy – rzuciła Tamari, wchodząca do pomieszczenia.
„Znowu to samo” pomyślała, krzywiąc się mimowolnie. Pokój w półmroku. Delikatnie promienie światła, wpadały przez małe, okrągłe okna, na zachodniej ścianie. Jego sylwetka, oświetlona lekką poświatą. Sprawiał wrażenie, odciętego od świata, błądzącego myślami po innej czasoprzestrzeni. Blondynka podeszła do biurka, kładąc list przed bratem.
-Gaara – powiedziała głośniej, dotykając jego prawej, położonej na blacie ręki. Momentalnie cofnął ją, patrząc nieprzytomnym wzrokiem na siostrę.
- Chciałaś coś? – warknął wstając i podchodząc, do rozciągającego się na wschodniej ścianie okna.
- List z Konohy-Gakure – powtórzyła odwracając się i wychodząc. Jego wzrok padł na zwój, leżący na blacie. Wolnym krokiem podszedł do niego i odpieczętował. Beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w słowa, tworzące sensowną całość. Jego uwagę zwróciły dwa nazwiska. Niby tak odległe, a za razem tak bliskie jego osobie.
Drogi Kazakage!
Wiem, że posiadacie swoje problemy. Pomimo to
Zwracam się do Suny-Gakure o pomoc. Kilka dni
Temu, misja, na która wysłałam ANBU. Okazała
Się pułapka. Zabito kilkoro z oddziału oraz porwano
Cztery osoby. Które należą do czołówki najlepszych.
Haruno Sakura, Hyuuga Hinata, Inuzuka Kiba oraz
Uzumaki Naruto. Przez wzgląd na nasze stosunki
Proszę o pomoc pod postacią jednej z lepszych
Drużyn. Liczę na szybką odpowiedź.
Godaime
Konohy-Gakure
-HIMU! – krzyknął, a chwilę później w pomieszczeniu pojawił się młody chłopak z maską na twarzy.
-Wzywałeś? – zapytał, podnosząc lekko głowę, lecz pozostając w półuklęku.
-Sprowadź do mnie Konkuro, Temari i Baki’ego
- Kazakage, obawiam się, że Baki’ego nie ma. Wyruszył wczoraj na misję z oddziałem 4.
- W takim razie zawołaj moje rodzeństwo i dowódcę ANBU. – burknął niezadowolony z obrotu sprawy.
- Rzeczywiście wysłałem go na misję – fuknął pod nosem ściągając kapelusz. – Trudno. Zrobię tak jak zamierzałem na samym początku. – chwilę później na biurku leżał nie tylko kapelusz ale i cały strój Kage.
***
Tsunade, z wielkim wyczekaniem wpatrywała się w obraz za oknem. Jej zmęczona twarz, mówiła sama za siebie. Nie spała, co najmniej od 2 dni.
-Shizune! – zachrypnięty głos odbił się od ścian, przybierając na sile
-H-hai? – zająknęła się brunetka wbiegając po chwili do pomieszczenia. Jej oddech był płytki i nierówny. Twarz wyrażała widoczne zdziwienie, ale też opanowanie w swoim fachu. Musiała być na każde wezwanie, bez względu na porę dnia.
- Są może jakieś wieści z Suny?
-Iie … - odparła, zaciskając mocniej palce, na trzymanej przy piersi teczce. Blondynka odwróciła się z powrotem do okna, wydając z siebie głośne westchnięcie.
-Matte – rzuciła słysząc skrzypienie drzwi – Powiadom mnie jak coś będzie wiadomo
- Ossu – zapewniła opuszczając pomieszczenie.
Godaime oparła się rękoma o parapet, przyciskając czoło do szyby. Jej zimna i gładka powierzchnia, przywracały jasne myślenie. Od trzech dnia, a dokładnie od dnia zasadzki, nie spała. Jej myśli bez wytchnienia, krążyły wokół możliwości odbicia shinobi. Shinobi, którzy zajmowali… zajmują honorowe miejsca w jej sercu.
Sakura Haruno – Dawniej dość hmm.. nieudolna. Nie wierząca w swoje możliwości. Teraz jedna z najlepszych…. Nie. Najlepsza medic-ninja w Konoha. Silna, odważna, utalentowana, ładna. A przede wszystkim… jej uczennica, a za razem przyszywana córka, której nigdy nie miała.
Oraz …
Nieodpowiedzialny twardogłowy ninja numer 1! Naruto Uzumaki. Każdym swoim gestem, słowem, czy zachowaniem, przypomina jej tych dwóch. „Zaślepionych” w dążeniu do celu, żyjących dla swojego marzenia. Jest on dla niej odzwierciedleniem brata i narzeczonego. Zjednoczonych razem i umieszczonych z cała swoja siła oraz wszystkimi cechami charakteru, w tej jednej niegdyś małej osóbce. Dziś jednym z najlepszych w ANBU, a w niedalekiej przyszłości 6 Hokage Konohy-Gakure.
Odsunęła się od okna, wracając za biurko. „Koniec rozczulania, czas ustalić skład drużyny” – mruknęła pod nosem przeglądając papiery.
***
-Iruka! … Iruka! Śpisz dzisiaj czy jak!? – warczał, zbulwersowany Kakashi potrząsając kolegom.
- Eee !? Mówiłeś coś? – wymamrotał patrząc na niego nieprzytomnym wzrokiem. Głośne westchnięcie Szarowłosego zmieszało się z wiejącym wiatrem.
- Przeglądałeś chociaż listę obecności? – zapytał, obrzucając go swoim przenikliwym spojrzeniem.
- Kuso! Nie! – i tyle było widać Irukę. Kłęby kurzu nie zdążyły opaść, a był już z powrotem. Maszerował dumnie niosąc dziennik w okolicach klatki piersiowej.
-Przemilczę to .. - mruknął Hatake – Zobacz pod „K” – rzucił niby od niechcenie
- O W MORDE! – wrzasnął Umino z przerażeniem, lecz tylko po to, żeby chwilę później wyszczerzyć się głupkowato patrząc w przestrzeń. Kakashi klepnął się w czoło otwarta rekom.
- Mam Ryuu, mam Ryuu, mam Ryuu.- radosne jęki Iruki, odbijały się o uszy Jounina, którego mina wyrażała widoczne zażenowanie zachowaniem kolegi.
- Baka! – warknął pod nosem, łapiąc skaczącego w kółeczko szatyna i siła zmuszając do opadnięcia na pobliska ławkę. Ciche PLASK, spowodowanie zetknięciem się ręki Hatake z policzkiem Iruki, rozniosło się po okolicy.
- Już? – zapytał, siląc się na opanowany ton.
- Taa… Gomen – mruknął Umino poważniejąc. Lecz nie było to długotrwałe zjawisko. Chwilę później, na jego twarzy widniał szeroki, przepełniony duma uśmiech. Szarowłosy teatralnie przewrócił … okiem? ( jakoś dziwnie to brzmi ;/ No ale cóż : Dziwnie ale prawdziwie dop. aut.)
- Widziałeś nazwisko? – zapytał, stojąc naprzeciw niego
- Kasumi - odparł najspokojniej w świecie, rozpierając się na ławce.
- A Kasumi oznaczaaa… - zaczął Kakashi licząc na zakończenie przez kolegę. Błąd… - Ryuu Kasumi. Tłumacząc na „Staro Japoński” Mistyczny Smok. – wyjaśnił pospiesznie przeczesując włosy palcami
- Aaa…. Łaaadnie mu. Nie to co Tobie! No kto tak dziecko nazywa, Suche Polem ze Strachem na wróble. No proszę Cię! Bądźmy szczerzy! Imieniem to Ty nie błyszczysz! – powiedział, zalewając się śmiechem. Zażenowanie Hatake sięgnęło dna. Stał on zgarbiony, z bezładnie puszczonymi rękoma. – Odezwał się Delfin Morski… - mruknął pod nosem
- Moment! Mistyczny Smok… Coś mi to mówi.. – zastanawiał się Iruka. ( Bądźmy szczerzy! Dobrze udawał ;P A nie zaraz tam zastanawiał się ^^ No ale wróćmy do „myślącego” Iruki dop. aut.)
- Ehh .. to może ja Ci to wyjaśnię – zaoferował szarowłosy przykucając i opierając łokcie o kolana, jak to miał w zwyczaju.
- Jak wiesz, w naszej wiosce istnieje „ Pokolenie Smoka”. Nie są oni ze sobą w żaden sposób spokrewnieni. Nie pochodząc też z jednej rodziny, czy nawet klanu. Są to tak jakby… Hmm … Przypadkowi mężczyźni – przerwał, podnosząc głowę do góry, jak byłoby tam coś o wiele ciekawszego, od danej rozmowy. – Czy raczej chłopcy – rzucił niespodziewanie . – Ale mniejsza. Następca rodzą się w dniu śmierci poprzednika, który to ostatnim tchnieniem wypowiada jego…Hmm.. „przydomek”. Czyli w tym przypadku „Kasumi”. Każdy z nich ma misję do wykonania. Lecz nie taka zwyczajną od Hokage, od której może się odwołać. Od dziecka dążą do wypełnienia jej, to dla niej żyją. Oznacza to też, że wiedząc o swoim celu istnienia, od dnia narodzin. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, żeby Ryuu nie wypełnił powierzonego mu zadania.
- Dlaczego Ryuu ?! – zbulwersował się Umino – Nie mogłoby być na przykład IRUKA?! – zapytał rozmarzony
- Czy Ty się aby na pewno dobrze czujesz? Delfin? Proszę Cię! Delfin postrach wszystkich Krajów! (Wampirów ^^ dop. aut.) Śmiech na Sali! Ehh … Dawniej w Kraju Ognia Smoki były na porządku dziennym, a dzisiejszych Ryuu było znacznie więcej. Każdy z nich posiadał swoje bestię „na zawołanie”. Ramie w ramie chroniąc naszą Wioskę przed niebezpieczeństwem. Było bez znaczenia, który z nich zginał pierwszy. Smok czy Ryuu. Śmierć jednego, była śmiercią dla drugiego. „Ryuu” oczywiście w cudzysłowiu, bo tak nazwaniu zostali dopiero po feralnym incydencie. Jednak do dzisiaj, nikt nie wie jak doszło do tak masowego mordu, ani kto go dokonał.
- No dobrze. Ale co z tą ich całą „misją”?
- W sumie to nie wiem. Zresztą, nikt tego nie wie. Poza samym, że tak powiem, zainteresowanym. My orientujemy się w niej, po jego śmierci, czyli po wypełnieniu zadania. Na dzień dzisiejszy wiemy, że poprzednik miał za cal życie Tsunade. W wykonaniu tego pomaga mu „pieczęć”. – niewyraźna mina kolegi, mówiła sama za siebie - Każdy z nich ma bliznę, w kształcie smoka na prawym ramieniu. Działa ona jak coś na znak demona i alarm zarazem. Informuje o niebezpieczeństwie, a w jego trakcie pozwala uwolnić ogromne pokłady chakry. Krążą plotki, że Kasumi jest ostatnim. A jego zadanie polega na ochronie, pomocy czy też przestrzeganiu najlepszych przed złem, a nawet śmiercią. – wyrecytował Hatake drapiąc się po głowie.
-Hmm.. to może chodzi tu o mnie? – zamruczał Umino. Niepohamowana salwa śmiechu, przeszyła cała Konohe.
- Chło- chłopie! – wysapał Kakashi, zachłannie łapiąc powietrze - Zejdź na ziemię! – rzucił kpiąco, podnosząc się z brukowego chodnika i otrzepując spodnie.
***
Mikuni wróciła do domu uśmiechnięta, choć trochę zmęczona.
- Co Ty to robisz?- jęknął Sasuke opierając się o blat kuchenny, a za razem obejmując brzuch.
- Iruka-sensei za namową senseia Kakashiego zwolnił nas wcześniej. – odparła dumnie, wdrapując się na krzesło przy barze.
- Cały Hatake – rzucił – No ale skoro już jesteś, a ja mam czas. Sprawdzę co umiesz. Chodź – dodał idąc w stronę drzwi. Mała, wyraźnie rozżalona, zeskoczyła z przed chwilą triumfalnie podbitego krzesła i poczłapała za Uchihą.
Po kilku minutach dotarli do pokaźnych rozmiarów pola, .
- Wytrzymałość. Podstawa shinobi. Idź na obrzeża. Jak będziesz gotowa, zacznij biec. Pamiętaj jednak, że nie jest to sprint, tak wiec nie biegnij za szybko, co nie oznacza, że możesz wlec się jak żółw. Postaraj się utrzymać równe tempo. – Kiedy Namada dotarła na skraj pola, nogą zaznaczyła krzywą linię. Nie potrzebowała czasu na zbędna rozgrzewki. Już po chwili, biegła. Skupiając całą swoją uwagę na danej czynności.
Sasuke opadł na trawę, mrucząc pod nosem siarczyste przekleństwa. Rana bolała jak diabli. Może jednak powinien iść do szpitala? Westchnął głośno, szukając wzrokiem swojej podopiecznej.
Kilka minut później było już po wszystkim. Dziewczynka dysząc ciężko, podeszła do senseia i opierając ręce o kolana, łapczywie wciągała powietrze do płuc.
- Po pierwsze. Na przyszłość, staraj się oddychać spokojniej podczas biegu. Oddech jest kluczem do dobrego wyniku.
- H-Hai – sapnęła, opadając na ziemię.
- Co do samego wyniku – skrzywił się mimowolnie – Mogło być lepiej. Mówiąc szczerze, nawet oczekiwałem czegoś więcej. No ale, nie jest najgorzej jak na pięcio-latkę.
- Sześcio – poprawiła go
- Mniejsza. – Jęknął przymykając powieki i krzywiąc się
- Wszystko dobrze sensei? – zapytała podnosząc się do siadu.
- Nie Twój interes! – warknął podnosząc się powoli – Masz 10 minut na odpoczynek i dojście do pola obok – rzucił znikając w chmurze dymu.
- Czy ja kiedykolwiek zrozumiem tego człowieka? – mruknęła pod nosem, podnosząc się z ziemi.
-----
Jestem zadowolona z wyników Eurowizji. Pomimo, że nie popieram takiego głosowania i była to pierwsza EW jaka oglądałam to wygrał ten kto mi sie podobał. Eee no oczywiście WOKALNIE!
Tak taaa pisz co chcesz! A ja i tak wiem swoje!
- Cicho bądz no! Nie przeszkadzaj mi jak ja przekazuje innym swoje poglądy!
- Nie uciszaj mnie! SUMIENIE MA PRAWO DO ZYCIA!
- Eeee.... Pozdrawiam Wad serdecznie :*:* A z Tobą policzę się w domu!
- Ja też pozdrawiam! Aaaaua! Booli! No co robisz!! Ratuunku!
- ja Ci dam ratunku! Choć tu! Nie będe za Tobą biegać!
_________
Dosłownie tak wylgada w tym momencie mój mózg i sumienie. Wyżej zaprezentowana została mała scenka. W ich wykonaniu.
Pozdrawiam Czytelników:*:*
komentarze [18]~~~~~~
Kamashi

VII " Mistyczny Smok" >> wtorek, 13 maja 2008 17:19:01
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Ohayo!
Hmm.. Mam coś do powiedzenia? Chyba nie. Albo może i tak. Wybaczcie, że czekaliście tyle na coś nowego. Lecz... ehh ... co tu dużo mówić. Nie miałam czasu przepisać jej na komputer. Przyczyna. Przygotowanie do bierzmowania, przygotowanie konkursu, treningi do zawodów, same zawody siatkówki. Ale teraz postanawiam sie poprawić ;]
PS. -> Nie znaczy to jednak że notka będzie do kilak dni! Zeby nie bylo! :P ^^ Buuśś :*
Przyjemne promienie wschodzącego słońca, oświetlały pobliskie sklepy, domy, ogrody. Ich jasne światło dawało ludziom nadzieję, na mile spędzony dzień. Dzień wyrwany z kalendarza. Inny, przyjemny, ciekawy. Bez rutyny czy monotonni. Bez zbędnych nerwów czy nieprzyjemnych sytuacji. Dzień inny niż wszystkie. Wymarzony. Żony czekały na powrót swojego męża, który mający za kompana, jeden z promieni wschodu, przekraczał właśnie bramę Wioski. Dzieci prowadzone przez drugi promień, szły do szkoły. Układając w głowie plan swojej przyszłości. Ich radosne buźki, mówiły same za siebie. Zaczęło się. Nowy dzień przywitał się z ludźmi. Wprawił ich w zachwyt, sprowadził szczęście. Lecz czy starczy go dla wszystkich? Lecz czy aby na pewno jest ono wszystkim przeznaczone? …
***
Leżał na sofie z grymasem bólu wymalowanym na twarzy. Prawa rękę trzymał mocno zaciśniętą na lewym boku, a panującą w pokoju ciszę, przeszyło wysyczane przez niego przekleństwo.
- Kuso! – kolejna fala bólu ogarnęła jego ciało. Cienki materiał koszuli, wydawał się idealnie wchłaniać krew wypływającą z otwartej rany Uchihy. Pomimo kuszącej myśli, ukojenia bólu w pobliskim szpitalu, wybrał inna możliwość. Wstał powoli z kanapy i wolnym krokiem, podtrzymując się wszystkiego co było w zasięgu jego lewej ręki, dotarł do kuchni. Wyjął z szafki apteczkę i po przeszperaniu całej jej zawartości, znalazł w końcu upragniony lek. Usiadł na krześle i najdelikatniej jak się dało, ściągnął materiał nasączony krwią. Krótki syk bólu rozniósł się po pomieszczeniu.
„Baka! Jak mogłeś dać mu się zranić?! I jakby było mało to jeszcze pozwoliłeś mu uciec! Cholerny Itachi!”
- Nie nazywałbyś się Uchiha gdybyś mi czegoś nie zrobił! Czyż nie.. – mruknął rozbawionym głosem. Kiedy ból po zdjęciu koszulki miarowo zaczął ustępować, otworzył pojemnik z maścią. Nałożył na ciągnącą się przez jego lewą część brzucha i bok głęboka ranę, grubą warstwę kojącej i dość zimnej maści.
- Miejmy nadzieje, że podziała.. – jęknął dźwigając się na nogach i idąc w stronę sypialni.
***
Mała Mikuni siedziała jak na szpilkach, wpatrując się, w jak na złość, wolno tykający zegarek. Jeszcze kilka minut a pozna wspaniałego ninje. Jednego z najlepszych w Konoha Gakure.
30 minut później.
„ Minęła już połowa trzeciej lekcji a jego jak nie było tak NIE MA! Jęknęła w myślach opierając głowę na splecionych palcach. Po klasie rozniosło się lekko i dość niechętne pukanie do drzwi.
- Proszę – jęknął zdesperowany Iruka patrząc po znudzonych twarzach uczniów. Dobrze wiedział, że słucha go może garstka dzieciaków. Drzwi otworzyły się a do środka wszedł, z widocznym rozbawieniem i uśmiechem szarowłosy Shinobi.
- Ohayo dzieciaki – rzucił beztrosko unosząc lekko prawa dłoń a lewą zamykając drzwi. – Wybaczcie moje spóźnienie, ale niestety jak to bywa czasami. Zgubiłem się na jakże krętej i nie poukładanej drodze mojego życia. I jakby tego było mało czarny kot przebiegł mi drogę i musiaaaa…. – mówił mężczyzna do wpatrzonych w niego jak w obrazek dzieci.
- No tak jasne! Ten to tylko wejdzie i od razu wielka mi Hollywood Star! P-ff … - oburzył się nauczyciel. – Kakashi! – krzyknął, kiedy ten uliczna po uliczce tłumaczył dzieciom drogę jaką tu dotarł.
- Hę? – jękną wyrwany z transu wpatrując się nieprzytomnym wzrokiem w kolegę
- Może przejdźmy do rzeczy. Chociaż… wiesz co zajmiesz się tym Ty, Bo ja nie mam już dzisiaj do nich sił.- powiedział opadając na fotel.
Namada z zaciekawieniem wpatrywała się w zamaskowanego mężczyznę. „ Dość wysoki, dobrze zbudowany, z cieppp…. „ Dziewczynka z nieukrywanym zdziwieniem wpatrywała się w odsłoniętą tęczówkę Hatake. Pomimo, iż na pierwszy rzut oka promieniowała ona szczęściem i motywacją, to po dokładnym zlustrowaniu jego mimiki, gestów, spojrzeń można było dostrzec coś mało szczerego, całkowicie odbiegającego od radosnych uczuć. Jego wierzchnia część tęczówki ukrywała coś, o czym z całego serca pragnął zapomnieć. Coś czego on tylko mógł w życiu doświadczyć. Gwałtownie podniosła głowę nasłuchując uważnie słów Kakashiego.
- Jak Wam wiadomo jestem Juninem – jednak po minach dzieci wnioskował coś całkowicie innego – Ehh.. Bądź jak Wam i nie wiadomo. Junin jest 3 szczeblem po Geninie, którego Wy otrzymacie zdając test sprawnościowy.- zakończył wciągając ze świstem powietrze. „ Zaczęło się, więc trzeba jak najszybciej dotrzeć do końca i zakończyć ten śmieszny teatrzyk” jęknął w myślach siląc się na kolejny sztuczny uśmiech.
- O taak .. powodzenia Kakashi – rzucił do kolegi z szyderczym wyrazem twarzy Iruka. Bez większego skrępowania z obecności dzieci i mężczyzny zarzucił nogi na biurko, założył skrzyżowane ręce za głowę i zamykając oczy, rozłożył się wygonie w fotelu. – Jak skończysz daj znać – dodał po chwili uśmiechając się złośliwie.
- Iruka! Nie zostawiaj mnie samego! – syknął przez zaciśnięte zęby Hatake. Odpowiedział mu tylko gromki śmiech z fotele.
***
- Puść mnie do cholery! A najlepiej w ogóle nie dotykaj! I trzymaj się z daleka! Weź tę rękę! NO CO TY ROBISZ! Weź to ode mnie! .. – jęczała różowowłosa przechodząc przez kolejne drzwi.
- Oj zamknij się w końcu! – warknął zirytowany jej krzykami Itachi. – Daidara ! – wrzasnął po chwili poprawiając się na parapecie
- Czego do jasnej .. – zaczął blondyn
- Wyrażaj się! – tuż za jego plecami rozniósł się głos Lidera. – Nie masz przed sobą kumpla swojej rangi! – syknął mu do ucha
- Hai .. – mruknął Dei zaciskając pięści.
- Mówiłeś coś? – zapytał pojawiając się przed nim i mierząc go wzrokiem
- HAI! - powtórzył głośniej znikając z pomieszczenia.
Sakura z nie małym zaciekawieniem przyglądała się owej scenie. Siedziała teraz pod biurkiem opierając się o nie plecami. Po jej prawej stronie, na parapecie siedział Uchiha, a przed nią z kpiącym uśmiechem stało rude, metalowe, coś.
- To ma być ta silna, pyskata medyk-ninja z Konohy? – jego głos ociekał kpiną
- Masz coś jeszcze do powiedzenia rudzielcu?! – ryknęła, a gdyby tylko można było zabić wzrokiem. Pein na pewno byłby na tamtym świecie.
- Ooo no popatrz. Przynajmniej pyskata się zgadza – mruknął bardziej do siebie niż do niech.
- Liderze po co tu JA ? – znudzony głos Itachiego wyrwał ich z zamyślenia.
- Bo jako jedyny możesz coś o niej widzieć – odparł siadając na krześle za biurkiem.
- Mogę wiedzieć czego ode mnie chces.. chcecie? – powoli podniosła się i stanęła naprzeciw mężczyzny. – Tak poza tym mogłabym dostać krzesło - bardziej stwierdziła niż zapytała. Śmiech Pein’a przeszył cisze pomieszczenia.
- Widzę, że śmiała jesteś Złotko ..
- Nie mów tak do mnie! I co z moim krzesłem! – fuknęła oburzona
- Itachi – powiedział Lider. Ten przewrócił tylko oczami i zrezygnowanym i leniwym krokiem zeskoczył z parapetu.
- Nie zapominaj się Uchiha! –krzyknął Pein, wstając i uderzając otwartymi dłońmi o blat biurka. Krzesło, na którym siedział przewróciło się z głuchym trzaskiem, dodając tej scenie więcej grozy. Itachi wbił śmiałe spojrzenie w oczy Lidera.
- Hai! – powiedział i zniknął w kłębie dymu.
- Dosłownie jak Kage… - mruknęła pod nosem Sakura wpatrując się w szary obłok, rozpływający się w powietrzu.
- A żebyś wiedziała Malutka … - jego ciepły oddech owiał jej policzek. Oczy w jednej sekundzie nabrały blasku i stały się okrągłe, jej twarz przedstawiała widoczne zdziwienie. – Ładna Skarbie jesteś .. – jego dłoń delikatnie zjechała po jej ramieniu. – Wiesz o tym prawda?
- Co? Jak? Ale kiedy? – myślała gorączkowo.
- To już szczyt wszystkiego… - mruknął niewyraźnie Itachi wchodząc do pokoju z krzesłem. Wzrok Lidera w jednej sekundzie, przeszedł z dziewczyny na Uchihe. Ten tylko spuścił głowę, podstawił krzesło Haruno i zajął swoje dotychczasowe miejsce. Pein poszedł w jego ślady. Sakura zaś bezwładnie opadła na krzesło, biorąc głęboki wdech. Jej psychika szykowała się na najgorszą wizję tego „spotkania”.
***
-Iruka! Iruka do cho… - zaczął Kakashi urywając nagle w pół słowa. „Myśl Hatake! Myśl!” Jęknął głos w jego głowie. – Do chorej babci Józi! - dokończył po chwili z krzywym wyrazem twarzy. Jedynym skwitowaniem tego zdania, był niepohamowany śmiech Iruki i zdziwione spojrzenia dzieciaków.
- A teraz z Kakashi zobaczymy co umiecie. Za 10 minut zbiórka na dworze – powiedział nauczyciel ogarniając się. Dzieciaki momentalnie wybiegły z Sali, pozostawiając kolegów samym sobie.
- Mogłeś się chociaż nie śmieć .. – jęknął zbulwersowany Kakashi krzyżując ręce na piersi i robiąc minę dziecka, które nie dostało upragnionego lizaka. Iruka widząc tę żałosną do granic możliwości scenę, kolejny raz wybuchnął śmiechem opadając na fotel. – Baab…babbbbcii…. Jóózzzz… ziii .. heheh dooobreee… - wydusił przez śmiech.
-Patrzcie to ona – krzyknęło jedno z dzieci, kiedy cała klasa znalazła się na dworze, czekając na nauczyciela.
Mikuni siedziała sama na ławce, machając bezradnie nogami.
- .. to ta sierota ..
- Jak ona się tu znalazła?
- Po co w ogóle tu przyszła?
- Gdzie ona teraz mieszka?
Takie i inne zdania dochodziły do jej uszu, tylko i wyłącznie po ty by rozbić się z głuchy trzaskiem w jej wnętrzu. Chwilę później poczuła, jak ktoś siada obok niej na ławce. Odwróciła się gwałtownie i odruchowo odsunęła od przybysza. Niepewnie podniosła głowę, a jej oczom ukazała się pogodna twarz Hatake.
- Ohayo Mikuni – powiedział podnosząc przyjaźnię rękę.
- O-ohayo – zająknęła się dziewczynka mimowolnie rumieniąc na widok mężczyzny. Kakashi zaśmiał się w duchu widząc jej reakcję.
- Co tu robisz? – zapytał wbijając w nią swoje czarne spojrzenie.
- Siedzę – odparła spuszczając wzrok na buty i wracając tym samym do poprzedniej czynności.
- To wiedziałem. Ale co tu robisz SAMA?
- A Kakashi-sama nie słyszał jakie zdanie mają o mnie inni? – odpowiedziała pytaniem na pytanie, zaciskając mocniej ręce na belkach ławki.
- A czy naprawdę uważasz, że ich zdanie ma tak wielkie znaczenie? I skąd wiesz, że wszyscy tak sądzą? – jego wzrok powędrował w stronę granatowo-włosego chłopca stojącego kilak metrów od nich. Kakashi gestem dłoni „poprosił” aby do nich podszedł. Chłopiec niepewnym i wolnym krokiem dotarł do owej dwójki. Mikuni jakby wyrwana z transu wpatrywała się z niedowierzaniem w rówieśnika.
- Ryuu Kasumi … miiło mi – powiedział cicho (czyt. Riju Kasumi)
- Kakashi Hatake – odparł pogodnie mężczyzna szturchając dziewczynkę
- Aaa.. A tak. Mikuni Namada – na twarzy chłopca pojawił się szczery uśmiech. Nie taki jak u innych, kpiący czy pełen współczucia. Ten był po prostu szczery. Dziewczynka odwzajemniła gest.
- Chodźcie bo Iruka-sensei zaraz wyjdzie z siebie – powiedział rozbawiony Kakashi
-Hai – odparła dwójka biegnąc w stronę sensei’a .
- Mistyczny smok .. – szepnął Hatake, wpatrując się w odbiegającą sylwetkę chłopca. – Zapowiada się ciekawie … - dodał wstając i udając się w stronę grupki dzieci.
-----
Troche nudno ale co ja na to poradze?
Pozdrawiam :*:*
komentarze [17]~~~~~~
Kamashi

VI - I wanna be Bad! You make bad look so good! >> niedziela, 27 kwietnia 2008 19:39:32
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Przybywam wraz z nowym odcinkiem, który jak mam nadzieje rozwieje Wasze poprzednie stwierdzenia o miłym Saśku;] Po dodaniu poprzedniej notki zaczęłam sie zastanawiać jaka będzie Wasza reakcja i moja ocenia nie minęła sie z celem :D No wiec zapraszam do czytania części 6 ;]
PS - * (gwiazdka) oznacza tekst wyjaśniony na dole, jak i jego tytuł oraz wykonawce.
Pozdrawiam Kamashi :*:*
***
Zimna, wiosenna noc. Wioska Liścia pogrążona we śnie. Tylko gdzie niegdzie co drugi strażnik trzymał wartę. Szturchając co chwile swojego towarzysza, przysypiającego z nudów. Niby noc jak każda inna, lecz nie dla niego. Wczorajszy już zamiar powrotu do domu legł w gruzach, wraz z coraz to nowymi nachodzącymi go myślami.
Dlaczego tak po prostu nie mógł powiedzieć mu całej prawdy? Kilku słów które uwolniły by go od wyrzutów?
Wrócił na pomost, siedział na gałęzi, leżał na ziemi czy stał nad brzegiem jeziora. Pomimo ogromnej otaczającej go przestrzeni, nie potrafił znaleźć sobie miejsca. Wiedział, że obiecał. A on Kakashi Hatake dotrzymuje słowa. A może, a może by tak szepnąć coś ludziom? Każdy dobrze wie jak działa łańcuch plotek w Wiosce. Nikt nic nie może mu zarzucić! Jest wręcz doskonały!
Kakashi do jasnej cholery opanuj się! Przecież to zwykła kobieta! Jedna z miliona, które miałeś! A wręcz nawet ośmielę się powiedzieć wykorzystałeś!
- Nie! – jego krzyk rozniósł się po malowniczej okolicy. „One same tego chciałby! A poza tym Ona jest jedyna w swoim rodzaju” Na jego twarz wpłynął uśmiech. Samo wspomnienie owego wieczoru wprawiało go w dobry humor. Dobrze wiedział.. co tam widział! Oboje wiedzieli, że to nie ma przyszłości, że jest to przygoda na jedną noc. Pomimo tego oboje pragnęli siebie wzajemnie, swojego dotyku, słów, wybuchu płonącej w nich namiętności. Rano już jej nie było. A z biegiem czasu spełnił się jego koszmar senny. Dawne stosunki. Oficjalne rozmowy. Gwałtownie odwracany wzrok, brak jakichkolwiek prywatnych rozmów. Później w misji wrócił on a razem z nich monotonia dawnych dni. Aż do momentu jej porwania. Może właśnie dlatego był wtedy taki zły? Może dlatego nie panował nad emocjami?
“I've never been this close
to anyone or anything
I can hear your thoughts
I can see your dreams*
„Okazałaś się słaby Hatake!” Zadrwił głos w jego głowie.
„A kto by nie był? Jeżeli nie powiem jej tego co czuje to …”
„ To co zabijesz się?! Na to też NIE masz odwagi!”
„ Właśnie, że MAM! Żyje dla niej..”
„ Bla, bla, bla .. Nie wyjeżdżaj mi tu z tymi sentymentami bo stajesz się z dnia na dzień żałosnym Głombem! Pytałeś kto by nie był. Znam taką osobę, i Ty także. Uchiha Sasuke”
„ On nie ma w ogóle uczuć! To właśnie jego wysyłają do misje zaliczane do kategorii „mordu”. Nie rusza go nic! Nawet śmierć najbliższych! Nie wiem jakim cudem można wyzbyć się wszystkich uczu.. nie przepraszam! Zna dwa! Nawet dogłębnie. Wieczną nienawiść do świata i wszystkiego co na nim! Oraz pragnienie mocy! I na tym się kończy jego uczuciowy zakres wiedzy. Życie traktuje jak misje. A nauczono go, że do misji podchodzi się bez serca z milowym dystansem. Na wszystkich Kage! Hatake co Ty do jasnej cholery wyprawiasz! Prowadzisz bezsensowny monolog, tłumacząc sobie fakty, które są nazbyt oczywiste! Czy na starość ma tak każdy człowiek?
***
Siedział w fotelu, wpatrując się w przeskakujące iskierki ognia. Katon. Jego żywioł. Jego niepokonana część natury. Może i tak. W końcu on był tego chodzącym przykładem. Posiadał potęgę, zdolność panowania nad nieopanowanym. Czy nie jest to zaszczyt? Być mistrzem w swoim fachu?
To właśnie w tym miejscu. W tym fotelu, zdecydował się odegrać ostatnie akty swojej sztuki. Sztuki zwanej „Życiem”. Wymusić uśmiech, przytulić, przeprosić, pogratulować, podziękować. A może przede wszystkim dobrze odegrać? Tak zdecydowanie. Już jako dziecko, po stracie rodziny. Planował każdy akt, dzień swojego życie. Dobrze wiedział co, jak, kiedy się potoczy. Pomimo, że słyszał już nie raz, że ludzkiego zachowania nie da się przewidzieć, wiedział, że ludzie kierujący się uczuciami są do rozgryzienia. Można ocenić ich każdy ruch, wydedukować zachowanie z poszczególnych wydarzeń, Wystarczy być dobrym obserwatorem, aby wiedzieć jak postąpi w danej sytuacji dana osoba. Dla niego nie było to trudne. W końcu jak go oceniano – był geniuszem. I jak dzisiaj mówiono – zasługiwał na to miano. Był godzien nazwiska Uchiha.
Mała Namada leżała wygodnie na miękkim materacu wpatrując się beznamiętnie w sufit. Na przejrzyście biały sufit, na który przez otwarte okno padała jasna poświata, ulicznych latarni. Przekręciła się na prawy obok, plecami do światła i wtuliła w leżąca obok poduszkę. Dopiero teraz dotarły do niej zdarzenia z wczorajszego dnia. Dopiero teraz zrozumiała, że chodzi do Akademii, oraz że .. NIE MA GDZIE MIESZKAĆ! Poderwała się gwałtownie z łóżka, po czym bez większego namysłu pobiegła do salonu. Stanęła za rogiem i wychylając delikatnie głowę zza zakrętu mruknęła
- Czarny…
- Nie mów tak na mnie … - nie zaszczycił jej nawet spojrzeniem, a jego głos był szorstki a za razem opanowany. Siedział bez ruchu, a wzrok wbił w świecące za oknem gwiazdy. – Może ustalmy coś, bo jak do tej pory nie specjalnie była na to okazja. To co wydarzyło się kilka godzin temu, należeć będzie do rzadkości. Nasze stosunki będą ograniczać się do sensei – uczeń. – widząc ze wychodzi zza rogu i otwiera usta kontynuował – Chciałaś zapytać pewnie o nocleg. Będziesz mieszkać u mnie. Lecz nie w mojej sypialni, bo jak już powiedziałem jest ona MOJA. Dzisiaj jeszcze noc spędzisz tam, a jutro pokaże Ci Twój nowy pokój. To, że będziesz u mnie mieszkać nie wpłynie ulgowo na Twoje treningi, wręcz przeciwnie. Staną się one dłuższe, trudniejsze, co za tym idzie będę od Ciebie więcej wymagał. Nie przywiązuj się do mnie, nie wypytuj o nic. Wszystko co żyje czy istnieje, tak samo jak miało swój początek, będzie miało i swój koniec. A teraz żegnam. - rzucił machając ręką na znak zakończenia rozmowy. Kiedy odwróciła się on wyciągnął się wygonie w fotelu i zamknął zmęczone oczy. Nawet na nią nie spojrzał, bo po co? Nie miał na to siły. Nie teraz kiedy potrzebował odpoczynku. Zdecydowanie zbyt dużo się dzisiaj wydarzyło jak dla jego sztuki. Może i był wspaniały w swym fachu, lecz jedna „wylewna” scena jak na jeden dzień jest wystarczającą liczbą. Słysząc, że oddala się. Dodał więc bez większego zainteresowania
- Jutro o 7 powinnaś być w Akademii. Zrobisz jak będziesz uważać.
Dlaczego nie był taki, jak jeszcze kilka godzin temu? Dlaczego nawet na nią nie spojrzał? I co miało oznaczać stwierdzenie, że nie powinna się do nikogo i niczego przywiązywać? Lecz nie chciała pytać. Wiedziała, że nie jest to odpowiednie pytanie, nie na teraz, może i nawet nie na ten tydzień. Jutro pokaże mu co potrafi. Udowodni mu, że nie jest do niczego.
***
Drzwi ustąpiły pod siłą nadchodzącego gościa. Cztery pary oczu z narastającym z sekundy na sekundę napięciem, wpatrywały się w wyłaniającego się zza drzwi osobnika.
__
Rękaw z zabawnymi czerwonymi chmurkami, które leniwie pływały po czarnym morzu, stworzonym przez lejący się materiał płaszcza wprawiły ninja w jeszcze większe skupienie. Lecz kiedy postać pokazała się im w całej swojej okazałości, napięcie, które wcześniej można było kroić nożem, ulotniło się tak samo szybko jak przyszło. Szczerząca się postać Daidary, która w podskokach wparowała do pomieszczenie rozbroiła wszystkich w nim obecnych, którzy w przypływie osłabienia z pozycji pionowej zeszli do parteru.
- Łaaaadnie praaadwa ?!?! – zachichotał z nadzieja w głosie nieśmiało wyciągając przed siebie rękę z biała figurkę z jakiejś masy
- Daidara?! – jęknęła żałośnie Sakura wraz z Hinatą
- Co Ty tu robisz?! – rzucił Naruto wpatrując się z zachwytem w przedmiot na ręku przybysza
- Powiedzcie, że ładne! Bo Itaś powiedział że nie mam za grosz talentu! A Tobi lata i ciągle twierdzi ze on jest dobry a my nie! Wiec pomyślałem ze przyjdę do Was- powiedział z uśmiechem siadając obok przyjaciół
- Daidara proszę Cię! Kogo ty chcesz oczarować tymi swoimi blond kłaczkami – jęknęła zawiedziona Hinata. Na co odpowiedziała jej znaczące chrząknięcie Naruto.
- Kochanie a jeszcze tydzień temu mówiłaś, że zakochałaś się w moich blond włoskach które tak ładnie opadają mi na.. – zaczął cytować słowa ukochanej na co ta przerwała mu gwałtownie zasłaniając mu usta rekom.
- może dokończymy to innym razem – rzuciła zmieszana, mordując chłopaka wzrokiem.
- NIiee! No co wy ja z chęcią posluuucham! Robiło się tak fajnie i w ogóle. No więc co te włosy Naruto robi…. – rozwijał się w swojej wypowiedzi „Artysta” lecz nie dane było mu skończyć
- DAIDARA! – krzyk całej czwórki rozniósł się po pomieszczenie
- No dobra, dobra! Skoro mnie nie kochanie i nie doceniacie to sobie ide! Nie to nie! Nie macie zielonego pojęcia o sztuce! Te włosy mogły padać w idealnym nieładnie na jego …
- DAIDARA!!!
- No dobra, dobra… Ale one mogły tak ładnie padać na jego CZOŁO! – odparł trzaskając na dowidzenie drzwiami.
( Nie no dobra. Sory to miała być poważna scena, ale jakoś tak nie wyszło mi :P no wiec może ja zacznę od początku lecz skończę tak jak zamierzałam w drugiej kolejności :D dop. aut.)
-----
Drzwi ustąpiły pod siłą nadchodzącego gościa. Cztery pary oczu z narastającym z sekundy na sekundę napięciem, wpatrywały się w wyłaniającego się zza drzwi osobnika. Każdy z nich gotów był do walki, pomimo swojego osłabionego stanu. Chwilę po tym jak drzwi pokazały przybysza w całej swojej okazałości, przyjaciele wyprostowali się.
- Czy mogę .. – zaczęła Sakura, lecz jej wypowiedz przerwało znaczące chrząknięcie Naruto. Dziewczyna przewróciła teatralnie oczami po czym zaczęła od początku – Czy MOŻEMY wiedzieć po co nas porwaliście?
Odpowiedzią jaka uzyskała, był tylko śmiech Daidary.
- Dowiesz się później, a teraz chodź ze mną – powiedział ciągnąc ja za przedramię. Zielono-oka nie stawiała znacznego oporu, wiedząc, że i tak nie ma szans z blondynem. Oczy Naruto zaświeciły się w krwistym odcieniu czerwieni, żeby chwile później, zniknąć pod jego ciężkimi powiekami. Jego ciało bezwładnie opadło na kamienna podłogę.
- Naruto! – krzyknęła Hinata wraz z Sakurą, próbującą wyrwać się z „objęć” Daidary. Na próżno
- Nie wierć się bo pogadamy inaczej! – warknął wyrzucając ją za drzwi i zamykając je na klucz.
- Naruto-kun! – jęknęła Hinata podbiegając do ukochanego.
***
Pierwsze promienie wschodzącego słońca, muskały delikatnie jej skórę. Wczorajsze, bądź może raczej dzisiejsze wydarzenie poszły w niepamięć.
„Będę twarda.!”
”[…] Do you, understand what I need, need
Just let me be the girl to show you
Everything that she can be is everything that I can be
I wanna be
My turn
Let me let you know that I can
Promise that I won't do that
So boy, say the time and place
Cuz you make me wanna misbehave
„Stanę się taka jak on!”
” I wanna be bad
You make bad look so good
I got things on my mind
I never thought I would
I, I wanna be bad
you make bad feel so good
I'm losing all my cool
I'm about to break the rules
I, I wanna be bad […]” **
Jej wybawiciel? Tak to dobre określenie. Pomimo jego zmiennych humorków, to właśnie dzięki niemu jej marzenie, stoi dla niej otworem. Może stać się najlepsza Kunoichi Ukrytej Wioski Liścia. Wiedziała też, że dzięki niemu, jest to możliwe.
Wstała leniwie z łóżka, wzięła leżące obok ciuchy, po czym udała się do łazienki.
- Dzisiaj chciałbym Wam przedstawić jednego z najlepszych Juninów naszej Wioski. – Iruka spojrzał na zegarek i po chwili zamyślenie oświadczył – W związku z faktem, iż znam go osobiście, mogę śmiało powiedzieć, że wcześniej niż na trzeciej lekcji spotkanie to nie odbędzie się. – uczniowie jęknęli jakby z zawodem, lecz już po chwili klasę ogarnęło opanowanie i Iruka-sensei zaczął przeznaczona na dzisiaj lekcję.
__________
* kawałek piosenki Lonestar – Amazed
Tłumaczenie:
„[...]Nigdy nie byłem tak blisko
Kogokolwiek czy czegokolwiek
Mogę słyszeć Twoje myśli
Mogę widzieć Twoje sny[…]”
** I wanna be Bad - Willa Ford (Christina Milian)
tłumaczenie:
„[…]Rozumiesz to czego mi potrzeba
Po prostu pozwól mi być dziewczyną która ci pokaże
Wszystko to czym możesz być jest tym czym ja mogę być
Czym chcę być
Moja kolej
Wiedz że mogę
Obiecaj że tego nie zrobię
Więc chłopcze określ czas i miejsce
Bo wywołujesz we mnie to zachowanie
refren :
Chcę być zła
Sprawiasz że to wygląda tak dobrze
Myślę o różnych rzeczach
Nigdy nie myślałam że chciałabym
Ja, ja chcę być zła (zła)
Sprawiasz że czuję się tak dobrze
Tracę cały swój chłód
Chcę łamać zasady
Ja, ja chcę być zła[…]”
____
Mam nadzieję, że sie podobało ;]
komentarze [15]~~~~~~
Kamashi

V Mikuni przepraszam .... >> niedziela, 13 kwietnia 2008 18:49:44
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Wybaczcie że nie w piątek ale nie byłam w stanie. Tak smao jak w sobote. W piątek miałam impereze z której wróciłam włąsnie w sobote. A mój stan miał wiele do życzenia :P Tak więc notka dzisiaj mam nadzieje ze sie spodoba :) Pozdrawiam i czekam na opinie :*:*
--------
Pierwsze promienie wschodzącego słońca delikatnie muskały jego szyję. Powodując miłe ciepło, które z czasem rozeszło się po jego ciele. Podniósł się powoli podpierając na rękach. Nieprzytomnym wzrokiem rozejrzał się po pomieszczeniu. Gdzieś w głębi pokoju leżała Hinata obok której był Kiba. Zaraz koło drzwi zobaczył starającą się podnieść Sakurę. Wstał na chwiejnych nogach i lewą ręką trzymając się za brzuch podszedł do przyjaciółki Jego ręka wylądowała na jej ramieniu zmuszając tym samym do klapiecie na tyłku. Opadł obok niej. Jej stan był okropny. Cała podrapana z licznymi siniakami na całym ciele. Pomimo swojego stanu uśmiechnęła się na jego widok i rzuciła na szyję.
-Jak się tu znalazłaś? – zapytał cicho trochę ochrypniętym głosem
- W sumie to nie pamiętam – rzuciła lekko opierając się rękoma za swoimi plecami i wpatrując w Blondyna
- No ale jak to? Nic nie pamiętasz? Całkowicie nic?- jęknął rozpaczliwie
- A tam zaraz nic. Zapytałeś konkretnie jak się tu znalazłam. A tego akurat nie wiem. Pamiętam jak walczyłam z Kabuto a obok mnie był Sasuke, który walczył z jakimś brunetem. Pamiętam jeszcze, że w jednej chwili oboje zniknęli ale po walce z Kabuto straciłam dużo chakry a sumując to z obrażeniami jakie mi zadał sytuacja nie wyglądała za ciekawie. Więc upadłam na ziemie. Obok mnie w jednej sekundzie znalazł się Sasuke. Rozmawiałam z nim chwile. Później tylko zauważyłam czarny płaszcz i śmiejąca się pikusiowatą mordę Itachiego – jęknęła krzywiąc się i marszcząc zabawnie nos. Naruto zaśmiał się na jej widok po czym, jakby po chwili dotarły do niego jej słowa.
- Co? Jak to? Itachiego? - załapał majacząc od rzeczy
- Naruto ..
- Co on tam robił…
- Naruto!
- Co z Sasuke?
- Naruto!!
- Może jeszcze zdążymy mu pomóc! – zakończył zrywając się na równe nogi. Lecz nie był to dobry pomysł. Po chwili Blondyn leżał już na ziemi. Nie wiedząc czy siła Sakury, która pociągnęła Go za rękę spowodowała to czy też fakt iż nie był w stanie utrzymać się na nogach.
- Uzumaki Naruto! Czy Ty wiesz co się wokół Ciebie dzieje!? – zaczęła
- Ależ oczywiście, że wieeem! – burknął obrażony uwagą dziewczyny
- Głombie! Bo było pytanie retoryczne! A dla sprostowanie nie wiesz! Ile tu jesteśmy? – zapytała chcąc udowodnić mu swoje racje
- No jakieś kilka godzin
- Dodaj
- Kilkanaście?
- Dobrze Ci idzie
- Dzień – powiedział ale widząc minę dziewczyny zaczął wyliczać dalej – Dwa? Trzy ?!?
- Zgadza się bystrzachu!
- Ale jak to trzy dni? To ja tyle czasu NIEPRZYTOMNY BYŁEM ?! – ryknął z niedowierzaniem
- No na to wychodzi. A teraz zastanówmy się jak się stąd wydostaniemy – powiedziała patrząc na człapiących powoli w ich stronę Hinatę i Kibę.
- No na pewno nie przez drzwi – rzucił Kiba
- Nie no następny mądry – jęknęła Sakura
- No nie czepiaj się! Zostałem ciężko poturbowany! – zaczął sypać argumentami chcąc się wytłumaczyć
- Jak i my! A tak poza tym to wyglądasz najlepiej z nas wszystkich – oświadczyła swoje spostrzeżenie różowo-włosa a widząc otworzone usta Kiby ciągnęła dalej – Nie ważne! Trzeba się stad wydostać – rzuciłam bardziej do siebie niż do towarzyszy
Wstała przy drobnej pomocy Hinaty po czym zaczęła rozglądać się po pomieszczeniu. Nie trwało to jednak długo. Po pokoju rozniosły się ciche kroki. Po chwili przekręcany klucz w zamku a na sam koniec twarz ….
***
Słońce świeciło przyjemnie, otaczając swoimi promieniami mała dziewczynkę, bawiącą się w piaskownicy. Jej kruczoczarne włosy błyszczały odbijając światło. Powolne ruchy sprawiały wrażenie nazbyt dokładnych. Pomimo to nie były takie. Myślami chaotycznie błądziła wokół swojego życia. Wstała i siadając na pobliskiej huśtawce zaczęła bujać się to w przód to w tył. Na myśl o czarnookim mężczyźnie uśmiechnęła się mimowolnie.
- MIKUNI!! Do cholery jasnej co Ty sobie wyobrażasz! – po całej wiosce i pobliskim lesie rozniósł się ryk Uchihy, Dziewczynka patrzyła na niego okrągłymi, wielkimi i błyszczącymi oczami.. Spuściła potulnie głowę jak pies, który pomimo że wiedział iż źle robi postąpił tak a nie inaczej.
- Przepraszam – powiedziała cichutko wręcz niedosłyszalnie
- CO?! – warknęła wściekły do granic możliwości Sasuke. Nie uśmiechało mu się uganianie po całej wiosce w poszukiwaniu małej dziewczynki, która nie ma pojęcia co może a czego nie. Ucieczka pod pokoju Hokage nie należała do owych przywilejów.
- Przepraszam – powtórzyła głośniej podnosząc na niego swoje oczy. Nie powiedział nic, nawet na nią nie spojrzał, Złapał ją tylko za ręke i pociągnął w strone akademii. Wolałby już żeby na nią nawrzeszczał. Rzucał słowami w stylu „Tak nie wolno!” „To ma się więcej nie powtórzyć” czy też „Nie życzę sobie takiego zachowania w stosunku do mojej osoby”. Lecz on nie powiedział nic! Po prostu szedł krok przed nią ciągnąc ją lekko za rękę. Kiedy Namada zorientowała się gdzie idą nie wytrzymała
- Gdzie mnie ciągniesz? – zapytała z nutą wyrzutu, który przeplatał się z ciekawością
- A nie widać?- rzucił kpiąco otwierając drzwi Akademii.
- Ale … ale ja tam nie mogę. – jęknęła rozpaczliwie spuszczając głowę w dół – Żeby zapisać się do Akademii potrzebny jest podpis rodzica. – dodała idąc korytarzem. Sasuke otworzył drzwi wprowadzając Mikuni do jakiejś klasy.
- Zajmij jakieś miejsce – rzucił, popychając ją lekko w strony auli. Dziewczyna wykonała posłusznie polecenie. Nie chciała kłócić się z nim czy wyrażać swojego zdania. Nie dzisiaj. Nie po tym jak na nią nawrzeszczał.. Zajęła jedno jedyne wolne miejsce. Pomiędzy czarnowłosym chłopcem mającym obojętny wyraz twarzy, a granatowo-włosym , którego twarz miała morderczy wyraz. Postanowiła, że nie będzie się witać czy zagadywać. Po prostu będzie siedzieć cicho. Jej wzrok padł na stojącego obok nauczyciela Sasuke.
- Iruka to jest Namada. – rzucił kiwając głową w stronę dziewczynki.
- Namada? – Iruka nie ukrywał zdziwienia
- Ta co wczoraj straciła rodziców.
- Aaa już kojarze. No ale… Skoro nie ma rodziców to ona .. no .. wiesz. Formalności
- Ja się tym zajmę. – powiedział odwracając się i robić krok w stronę wyjścia.
- Uchiha. A tak z ciekawości. To kto podpisze dokumenty?
- Ja.. – rzucił przez ramie opuszczając klasę. Iruka uśmiechnął się zabójczo po czym odwracając się w strone zebranych w klasie powiedział
- Miejsca, które zajęliście będą Wam służyć aż do egzaminu na genina….
***
-Ja w sprawie dokumentów – oświadczył wchodząc do gabinetu
- Nazwisko
- Moje czy jej? – zapytał
- Wspólne
- Nie ma – odparł z nadzwyczajnym spokojem w głosie
- Jak to? No przecież to pańskie dziecko
- Nie. Przygarnąłem ją. Ona to Namada a ja Uchiha. Pani mi powie co mam zrobic żeby ją tu zapisać a ja posłusznie wykonam polecenia – powiedział uśmiechając się zabójczo do sekretarki. Jeszcze nigdy uśmiech go nie zawiódł. Tym razem także. Kobieta wyjaśniła, że nazwiska muszą się zgadzać tak więc najlepiej by było gdyby zapisano ją w Akademii jego nazwiskiem. W ten sposób prawnie będzie ona pod jego opieką. Nie mając wyboru powpisywał odpowiednie imiona i nazwiska w kratki podpisując się na końcu strony. Sekretarka podpisała się obok na znak, że oświadczenie zostało odpowiednio wypełnione. Po czym odprowadziła Sasuke rozmarzonym wzrokiem do drzwi.
Podczas gdy Mikuni była w Akademii i przeżywała swoje pierwsze chwile w szkole, Uchiha poszedł na pole treningowe wyrzucić z siebie wszystkie złe myśli. Mówiąc prościej. Poszedł się wyżyć.
***
Czarnowłosy chłopak siedział wygodnie w fotelu wpatrując się w płonący kominek. Po chwili usłyszał ciche skrzypnięcie drzwi, żeby tuż po chwili zobaczyć naburmuszoną minę Mikuni, która stanęła bezpośrednio przed nim. Sasuke spojrzał na nią obojętnym wzrokiem, w sumie to takim jak zawsze. Bo jak dotąd nie zaszczycił ją innego rodzaju spojrzeniem.
- Czego po mnie nie przyszłeś?
- Mówi się przyszedłeś jak już coś – poprawił ją usadawiając się wygodniej w fotelu
- Więc czego? - powiedziała a na jej twarzy malował się smutek
- A miałem taki obowiązek? – rzucił od niechcenia
- Wszyscy rodzice przyszli po swoje dzieci! Pytali jak było pierwszego dnia! A ja siedziałam jak głupia sama na schodach i czekałam na Ciebie!! Ale Ty nie PRZYSZEDŁEŚ! Dzieci patrzyły na mnie jak na wyrzutka! – krzyknęła wybiegając z pokoju i o dziwo udając się do jego sypialni. Ostatnim co widział była srebrzysta łza spływająca po jej różowych policzkach.
Uchiha westchnął po czym powoli zwlekł się z fotela i leniwym krokiem ruszył w stronę swojej sypialni. Otworzył cicho drzwi wchodząc do środka. Mikuni leżała na łóżku z twarzą schowaną w poduszkę i cicho szlochała. Mężczyzna wszedł na łóżko po czym usiadł i prostując nogi w kolanach oparł się rękoma za plecami.
- Mikuni … - powiedział cicho
- Idź sobie! – chlipnęła
- Mikuni posłuchaj mnie. Wiem jak się czujesz.. – zaczął
- Gówno prawda! Nie masz pojęcia! – przerwała mu
- Nie wyrażaj się tak. Bo takie słowa nie przystały dziewczynie, a już kompletnie nie małej dziewczynce. Ale wracając do tematu. Mikuni ja nie mam rodziców od mniej więcej Twojego wieku. Zabiła ich osoba, która była dla mnie wszystkim, której ufałem ponad wszystko. Świata poza nim nie widziałem. – powiedział wbijając swój wzrok w zachodzące za oknem słońce.
- A kim ona była? – dopiero teraz zobaczył, że Namada siedzi po turecku naprzeciw niego i świdruje go swoimi zielonymi zaczerwienionymi od płaczu oczami, w których błyszczała bezgraniczna ciekowość.
- On był.. on jest moim bratem – odparł zawieszając na niej swój wzrok.
Mikuni poczłapała w jego stronę po czym wgramoliła się na jego nogi i obejmując (no dobra starała się przynajmniej! Bo w sumie to Sasuś troche przypakował. A malutka miała krótkie ręce dop. aut. ) go w talii przytuliła się do jego klatki piersiowej. Sasuke przytulił ją do siebie i już miał coś powiedzieć kiedy usłyszał słowa Namady
- Przepraszam … za dzisiaj. Ja nie powinnam … - odparła jeszcze mocniej wtulając twarz w jego ciało.
- Nie Mikuni. To ja nie powinienem się tak złościć. A poza tym.. przepraszam, że nie przyszedłem po Ciebie.
***
Siedział wpatrują się we wzburzoną taflę wody. Powiedziała mu, że jest w ciąży, Wspólnie ustalili, że zachowają ten fakt dla siebie, że będzie to ich tajemnica. Jego ojcostwo nie wyjdzie na jaw. Co by ludzie pomyśleli. Zgodził się, wbrew sobie ale dla jej dobra zgodził się. Nie chciał tego, nie chciał aby było jak dawniej. On., ona. Chciał żeby byli oni. Lecz było to niemożliwe. Nie ona nie on. Dwa inne światy, które połączył .. przypadek? Tak to dobre słowo. Szarowłosy wstał i ruszył w stronę oddalonej o kilka kilometrów wioski. Spacer dobrze mu zrobi.
komentarze [14]~~~~~~
Kamashi

IV [...] to jest rozkaz! >> sobota, 5 kwietnia 2008 16:05:34
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Tak wiem. Przepraszam, Notka miała być wczoraj lecz ze wztledu na to ze nie do końca sie wyrobiłam to nie chciałam dodawać jej połowicznie lub z błędami. W sumie to i tak teraz nie szczególnie jest tam interpunkcja. Ale przynajmniej jest to a nawet i trochę więcej niż zamierzałam napisać:)
Tak wiec zapraszam na notkę
Kamashi
[…] ledwo stojącą, podrapaną i wycieńczoną 4-ro może 5-cio letnia dziewczynę, ( Łaa :D Tak wiem wredna jestem :P )Miała na sobie długą, czerwoną i osmolona bluzkę, sięgająca jej do połowy uda. Dopiero teraz poczuł zapach dymu. Wyminął mała po czym opierając się o drewniana barierkę rozejrzał się po okolicy. Jakieś 200m. od niego na prawo w stronę posiadłości Kage zobaczył wznoszący się w górę słup dymu, który później rozpływał się w powietrzu roznosząc swój nieprzyjemny zapach. Miał już udać się w tamtym kierunku kiedy w jednej sekundzie przemknęło tuż przed nim 3 ANBU.
-Zajmiemy się tym a Ty zaopiekuj się małą – rzucił pośpieszenie jeden z nich minimalnie zwalniając tylko kroku.
Sasuke dopiero teraz przypomniał sobie o jej istnieniu. Odwrócił głowę w jej stronę i zamiast stojącej dzielnie jak wcześniej dziewczynki zobaczył małą, skuloną w kłębek, niewinną osóbkę. Słyszał jej szloch i widział jak dygoce, nie wiedział czy z zimna czy od płaczu. Bez większego zastanowienia, chodź z lekkim oporem wziął małą na ręce. Ta momentalnie przywarła do niego zarzucając mu swoje rączki na szyję i mimowolnie uniemożliwiając mu tym pełny oddech.
Położył ją na jasnym puchatym dywanie obok kominka i podał swoja herbatę. Dopiero teraz przyjrzał się jej dokładnie. Miała krótkie kruczoczarne włosy i zielone oczy. Była raczej mała i drobna., pomimo to posiadała w sobie coś, co nie pozwalało patrzeć na nią obojętnie.
Prócz światła ogień w kominku dawał też odrobinę ciepła, pomimo to dziewczynka drżała z zimna. Sasuke jakby obudził się z transu, odwrócił się i ruszył w stronę swojej sypialni. Był już na zakręcie kiedy usłyszał cichy i niewyraźny głos
- Nie idź … - odwrócił się natrafiając na proszące zielone tęczówki.
- Zaraz wróc .. – zaczął
- Proszę … - mruknęła ledwie dosłyszalnie.
Zawrócił. Wolnym krokiem podszedł do dywanu i usiadł na nim opierając się o stojący obok fotel. Zmierzył ją wzrokiem z góry do dołu zwracając uwagę na każdy nawet najdrobniejszy szczegół jej wyglądu. Nigdy nie widział nic szczególnego w postaci człowieka tak więc chwile później jego spojrzenie utkwiło na tańczących płomieniach. Siedział mając zgięte w kolanach nogi na których oparł swoje łokcie. Błoga cisza i bezruch nie trwała długo. Już po chwili mała niepewnie na czworaka podeszła do Uchihy. Zgrabnie i giętko wślizgnęła się między kolana chłopaka i oparła swoją głowę tuż pod jego prawą ręką na udzie. Po ciele Sasuke rozszedł się dziwny dreszcz. Była mała, niewinna, bezbronna i jakby tego było mało nadzwyczaj ufna. Delikatnie opuszkami palców dotknął jej pleców. Mimowolnie wzdrygnęła się czując jego dotyk na sobie.
- Nie bój się
- Nie boje się – odparła bez wahania. – Wiem, że nic mi nie zrobisz a jakby coś się stało to mnie obronisz… - dodała po chwili nawet na niego nie patrząc.
Jak dla niego. Było to o kilka słów za dużo. „ […] stało to mnie obronisz .. mnie obronisz .. obronisz …” Tuz przed sobą zobaczył Sakurę. Miała na twarzy błogi uśmiech, w jej oczach błyszczały dziwne iskierki. Lecz kiedy delikatnie mrugnął, postać dziewczyny zniknęła. Rozejrzał się po pokoju, jakby mając głęboko w podświadomości nadzieję, że ona gdzieś tu jest, że krząta się po kuchni, kąpie w łazience. Lecz po chwili. Świadomość wróciła. Nie ma jej i jak na razie szybko nie wróci.
Tyle wspomnień o Tobie
Chodzi po mojej głowie
Wypełniają mój cały świat
Tyle wspomnień o Tobie
Chodzi po mojej głowie
Jakby nagle miał się skończyć
Nasz świat
Dziewczynka poruszyła się lekko patrząc na niego dziwnym wzrokiem. Jej oczy, jej zielone tęczówki, tak bardzo przypominały mu Sakurę. Ale.. ale nie była to ta dzisiejsza czy wczorajsza Sakura. Była to Haruno sprzed 6 lat, kiedy odchodził. Kiedy zostawiał ją, Naruto, Kakashi’ego. Kiedy opuszczał Konohe. Jej wzrok był pełen nadziei. Wtedy, te kilka lat temu przez jej zielone tęczówki można było zobaczyć wszystko, jej szczęście czy smutek, chęć zwycięstwa czy rozczarowanie z przegranej. Można było zobaczyć całą jej duszę, jakby miała ją na dłoni i pokazywała każdemu dookoła swoje uczucia.. Lecz dzisiaj. Dzisiaj było widać tylko i wyłącznie to ostatnie bądź nic. Pustkę, w miejscu w którym była jej dusza, serce.
Sasuke spojrzał na dziewczynkę chłodnym wzrokiem. Wzrokiem, który miał opanowany wręcz do perfekcji.
- Jak masz na imię? – zapytał obojętnym tonem, jakby pytał o cenę jakiegoś towaru.
Nie odpowiedziała. Spojrzała w jego zawsze czarne oczy
- Prze.. przepraszam – jęknęła po czym powoli i ostrożnie wyswobodziła się z „objęć” Sasuke i usiadła na drugim końcu dywanu. Uchiha był zbyt zmęczony ale zastanawiać się dokładnie co zrobiła bądź co powiedziała mała, czy tez on … A może raczej nie co tylko jak to powiedział? Wstał i leniwym krokiem wyszedł aby chwile później przynieść jej koc i ponownie opuścić pomieszczenie. Udał się do sypialni po czym w jednej sekundzie rozebrał się i znalazł pod kocem odpływając w świat fantazji i nierealnych marzeń.
Siedziała obejmując rękoma kolana. Może nie powinna była tu przychodzić, przecież nawet go nie zna. Co z tego, że widywała go codziennie przechodzącego obok jej domu, co z tego, że jego postać fascynowała jej osobę. Nie znał jej, nie wiedział o jej istnieniu a nawet nigdy nie zauważył. Lecz on był dla niej czymś w rodzaju nieznajomej podpory. Nie znała go, nie rozmawiała z nim a pomimo to jego widok potrafił poprawić jej humor. Miała już 6 lat, w tym roku rodzice mieli zaprowadzić ją do akademii. Lecz teraz mogła pożegnać się z byciem ninja. Przykryła się szczelnie kocem przyniesionym przez czarnowłosego po czym zamknęła oczy. Nie był to jednak dobry pomysł. W jednej sekundzie zobaczyła przed oczami obrazy z przed godziny. Nie płakała. W sumie to dlaczego? Była mała, godzinę temu straciła swoich rodziców w płomieniach. Jak na swój wiek była dość wytrzymała. Może było to spowodowane minimalną bliskość ze swoimi cóż… nie biologicznymi rodzicami. Mimo to nie chciała być sama przy palącym się, szarpanym ogniem kominku. Zwinęła ostrożnie kocyk po czym na paluszkach udała się w stronę zakrętu za którym zniknął mężczyzna. Miała do wybory 3-y pary drzwi. Pierwsze na lewo- łazienka. Odbiła lekko w prawo po czym ostrożnie nacisnęła na klamkę. Drzwi otworzyły się z lekkim zgrzytem, żeby chwile później jej oczom ukazało się szare pomieszczenie i plecy śpiącego Sasuke. Po cichutki zastanawiając się nad każdym następnym krokiem podeszła do łóżka. Delikatnie żeby nie obudzić właściciela wgramoliła się na pościel, po czym układając się wygodnie obok Sasuke przykryła się przyciągniętym przez siebie kocem. Pomimo, że nie była przytulona do niego czuła błogi spokój. Zamknęła oczy czując w nozdrzach zapach kawy i wiatru.
***
Obudził się czując na sobie dotycz czegoś małego. Ostrożnie wyjął spod poduszki kunai po czym jednym szybkim ruchem odsunął się i przetoczył przodem do .. czarnowłosego brzdąca. Przewrócił teatralnie oczami odkładając metalowe narzędzie z powrotem pod poduszkę usiadł na łóżku. Ziewnął potężnie i wyciągnął się rozprostowując kości i rozciągając mięśnie. Podrapał się po rozczochranych już i tak włosach po czym wstając spojrzał ponownie na małe „coś” śpiące na JEGO łóżku. Była zwinięta w kłębek. Miała raczej nierówny oddech a co za tym idzie niespokojny sen. Nakrył ją kocem pod którym jeszcze przed chwila sam spał i opuścił pokuj. Umył się, przebrał, wypił kawę, zjadł śniadanie a ona dalej spała! Podszedł powoli do łóżka. Dotknął delikatnie jej ramienia i lekko po szturchną.
- Mała wstawaj idziemy do Tsunade – powiedział dziwnym tonem na który nie szczególnie musiał się silić. Dziewczynka podniosła powoli powieki ziewając. Przetarła oczy rączkami i spojrzała już trochę przytomniej na Sasuke.
- Jestem Mikuni Namada – powiedziała dumnie mierząc go z góry do dołu wzrokiem. Czarnowłosy nie pozostał jej dłużny z tą mała różnicą, że na jego twarzy gościł drwiący uśmiech. Odwrócił się i rzucił niedbale
- Doprowadź się do stanu .. ludzkiego i przyjdź do pokoju
Mikuni zrobiła obrażoną minę
- Nie przedstawisz się? – fuknęła stając na łóżku i kładąc ręce na biodrach. Była dość bezpośrednia pomimo, że go nie znała.
- Po co skoro i tak więcej mnie nie zobaczysz – jęknął od niechcenia opierając się dłonią o klamkę.
- Mylisz się – powiedziała z uśmiechem skacząc po łóżku
- Namada przestań. To moje łóżko – jęknął – A poza tym wcale się nie mylę – dodał czując, że dziecko zaczyna dawać mu się we znaki
- Mylisz! – rzuciła ze śmiechem – I tak dowiem się jak masz na imię – dodała do znikającego za drzwiami Sasuke. Jej zapał rozbawił go. Była tak pewna siebie, tak bardzo przekonana do swoich racji, tak bardzo przypominająca mu .. Naruto.
***
Wyszli przed dom. Uchiha zamknął drzwi ruszając przed siebie.
- Czarny .. – jęknęła. Brak jakiejkolwiek reakcji. – Duży Niemiły Czarny Śpiący W Samych Bokserkach ! – krzyknęła. Ludzie przechodzący obok zachichotali patrząc to na Mikuni to na Sasuke. Mężczyzna zatrzymał się w pół-kroku i powoli odwrócił głowę
- Do mnie mówisz krasnalu? – warknął z krzywą miną i nutą zażenowania
Brzdąc wyszczerzył się wystawiając rękę w jego stronę.
- Chciałabyś coś? – nie ukrywał zdziwienie przyglądając się dziewczynce. Namada podskoczyła kilak razy w miejscu machając rączką.
- No chyba sobie żartujesz! – Jęknął rozpaczliwie. Mylił się. Mała usiadła na schodach krzyżując ręce na piersi i odwracając głowę w inna stronę.
- Ogghh.. – warknął czarnulek cofając się kilka kroków i wziął Mikuni za rękę. Dziewczynka uśmiechnęła się triumfalnie a uśmiech ten nie schodził jej z ust aż do siedziby samej Hokage.
- Po co tam idziemy? – zapytała patrząc na duży czerwony budynek
- Po to żebyś w końcu dała mi spokój – powiedział z odczuwalną ulgą w głosie ciągnąc mała za sobą. Pokonując szereg schodów i metry korytarza znaleźli się przed drzwiami Tsunade. Już na początku korytarza wyswobodził się z ręki brzdąca. Zapukał i nie czekając na odpowiedź otworzył drzwi.. Na biurku była nadzwyczaj wielka sterta papierów, książek czy zwojów.
-Proszę – usłyszał lecz dopiero po chwili z boku zza papierów wysunęła się sama głowa Tsunade – Ooo Sasu …
- Aaa !! –krzyknęła Mikuni chowając się za Uchiha, mrużąc oczy i obejmując jego nogę. Kage Liście zaśmiała się serdecznie po czym wstała i wolnym krokiem podeszła do skrzywionego i zniesmaczonego Sasuke
- Hey! Ty zapewne jesteś Mikuni Namada – powiedziała wyciągając w jej kierunki dłoń
Czarnowłosa niepewnie wychyliła się zza nogi mężczyzny, aby już chwile później wyskoczyć przed niego z wielkim uśmiechem na twarzy
- Zgadza się – odparła ściskając dłoń Hokage
- Zostaw nas same – powiedziała Blondynka machając ręką na mężczyznę
Ten prychnął i przewracając oczami opuścił pokój.
***
- Mikuni chcę Cię zapytać o to co działo się wczoraj … - Hokage wypytywała Namade o wydarzenia z poprzedniego dnia. Po Kiku pytaniach i wynotowaniu co ważniejszych wiadomości przyszedł czas na zmianę tematu.
- Masz może kogoś bliskiego w wiosce? – zapytała
- Oprócz mamy i taty nie mam tu nikogo więcej – odparła kręcąc się na krześle
- No i co ja mam z Tobą zrobić? – myślała na głos Tsunade
- Ja chce JEGO! – ożywiła się Mikuni
-Kogo?
- No tego no.. tego dużego czarnego! – wykrzyknęła mała skacząc po pomieszczeniu
- Sasuke? – Blondynka nie kryła zdziwienia. Oj tak już widziała jakże chętną minę Uchihy na wieść o jakże ciekawej i szalenie trudnej misji
- Chyba. Nie wiem jak on się nazywa. Nie chciał mi powiedzieć – mruknęła robiąc smutną minkę
- Sasuke, Sasuke Uchiha – odparła opierając się tyłem o parapet okna - Mikuni zawołaj go i poczekaj na zewnątrz dobrze? – poprosiła odwracając się przodem do okna.
***
- Sasuke. Mam dla Ciebie szaleńczo ważna i niebezpieczną misje rangi A – zaczęła poważnym tonem
- Słucham
- Bo widzisz Mikun.. – ledwie zaczęła a już skończyła
-Nie ma mowy!! – krzyk Uchihy rozniósł się po pomieszczeniu
-Ale ona nie ma nikogo .. – kolejna próba Tsunade legła w gruzach
- Ja tez nie!
- Ona ma 6 lat
- A ja ile miałem jak zostałem sam?!
- No i właśnie dlatego powinieneś wiedzieć jak ona się czuje
- On nic nie czuje! Nie przejęła się nawet strata rodziców!
- To nie byli jej biologiczni rodzice. A poza tym no spójrz tylko!! Jesteście dosłownie tacy sami!
- Wcale, że nie! Ja mogę przez miesiąc co tam miesiąc przez rok wykonywać misje rangi D Tylko nie ona! Ona jest ciekawska, dumna, bezczelna i bezpośrednia, przytulińska i jeszcze raz CIEKAWSKA! Tsunadee-saamaa błagam – jęknął opadając na fotel –Jestem Juninem a nie niańką dla bachorów … I co z Sakurą, Naruto – zapytał. Doszedł do porozumienia z Tsunade w tej kwestii. Ona decyduje o dacie misji i jej członkach. Lecz on ma prawo do zakwestionowania jej decyzji i posiada pełną swobode w trakcie misji. Może nią dowodzić lub być samodzielny, nie podlegający pod wybranego dowódcę.
- O to się nie martw. Pracuje już nad tym. .. Sasuke - powiedziała odwracając się do niego przodem. Dopiero teraz zobaczył widniejący na jej twarzy szeroki i wredny uśmiech. – To jest rozkaz. A poza tym musisz się szkolić bo przecież niedługo będziesz miał swoje – dodała ze szczerym uśmiechem
- PROSZĘ?! Jak to niedługo?! – zapytał podrywając się z fotela
- Eee.. – Tsunade zmieszała się patrząc na jego zdziwiony wyraz twarzy – A nie nic! Już nie ważne tak mi się jakoś powiedziało – dodała szybko – No a teraz idź bo musze uporać się z tymi papierami – podeszła do niego i popchnęła go w stronę drzwi które później szybko za nim zamknęła. Tuż przed zamknięciem można było jeszcze usłyszeć jego jęk
-Tsunadeeee ….
Sasuke rozejrzał się po korytarzu na którym ponoć miała czekać na niego Namada
- Mikunii? No super! Tylko tego mi brakowało do szczęścia!! – wrzasnął błyskawicznie opuszczając posiadłość Hokage.
komentarze [7]~~~~~~
Kamashi

III Niespodziewane odwiedziny ... >> środa, 26 marca 2008 21:07:03
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Tak tak wiem, przepraszam miało być do tydzień w piątek ale jak to ja nie dotrzymałam terminu. Za to dalej dłuższa niz zamierzałam notkę;] Mam nadzieje, ze nie będzie aż tak źle jak mi sie wydaje.
Od razu chciałam przeprosić za koncówke ale pisania była na poczekaniu wiec nie spodziewać sie cudów.
Pozdrawiam
Kamashi :*:*
Odcinek3 " Niespodziewane odwiedziny"
Deszcz ustał. Ukazując tym samym, miliony błyszczących gwiazd. Pośród nich, widać było księżyc, który cała swoja okazałością odbijał się w nadzwyczaj błękitnej i spokojnej tafli jeziora. Gdzieś z boku, na pobliskim drzewie siedziała para ptaków. Ich śpiew roznosił się po okolicy, przedzierając się tym samym przez niebezpieczną ciszę.
Gdzieś w głębi lasu, na obrzeżach niewielkiego jeziorka, na samym końcu pomostu siedział on. Czarny kosmyk włosów, bez większego ładu opadł mu na mokre od deszczu czoło.
Nie pada
Westchnął, po czym oparł się rękoma o mokre belki pomostu za swoimi plecami. Wzrok swój wbił w przejrzyste niebo, które swoim blaskiem oświetlało cała okolice. Jego spuszczone w dół nogi, prawie że dotykały powierzchni wody. Dokładnie rok temu, w tym samym miejscu siedziała ona. Jej mokra postać, dygotała przy każdym powiewie wiatru. Wyglądała tak niewinnie. Jej delikatna osoba, odruchowo wzbudziła w nim uczucie .. troski? Możliwe. Lecz do teraz nie wie co to znaczy troszczyć się o kogoś. Dobrze wiedział co to znaczy, troszczyć się o siebie. Musiał wiedzieć. Bez tego długo nie przeżyłby w siedzibie Węża. Właśnie. Orochimaru. Niby stare czasy, lecz czasem przez jego umysł przechodziły myśli, których sam się bał. Czasami. Kiedy samotnie siedział, wpatrując się w nieosiągalny dla innych punkt. Dochodził do wniosku, że brakuje mu trzech zasad panujących w siedzibie Orochimaru.
1) Nie ufaj, bez względu na fakty.
2) Zabij, zanim zabija Ciebie
3) Wykonaj rozkaz, zanim sam się nim staniesz.
Z początku ciężko było mu się do nich stosować. Ale z czasem, stały się one nieodłączną częścią jego życia. Zasady te przez Wewnętrznych nazywane były „Kodeksem potrójnego NIE”
-Nie wierz nikomu.
-Nie wahaj się zabić.
-Nie sprzeciwiaj się Wężu.
Kiedy bardziej zastanawiał się nad swoja osobą, mógł śmiało powiedzieć, że dalej stanowią one jakąś cześć jego zachowania. Dalej się do niech stosował, szczególnie do pierwszego. Bez względu na to jaką wiarygodna prawdę ktoś mu mówił nie wierzył. Nie umiał. Czy po takich przeżyciach można jeszcze zaufać? Dążył do tego. Chciał to osiągnąć, jak na razie bez rezultatów.
Zamknął oczy, kładąc się na pomoście. Założył ręce za głowę po czym podnosząc powieki, zaczął wpatrywać się w mieniące się złocistym blaskiem gwiazdy. Tak bardzo chciał przypomnieć sobie każdy szczegół, każdy najmniejszy ruch, czy mimikę jej twarzy, kiedy zobaczyła go po tak długiej przerwie. Jej dygocącą, mokrą postać. Drobne, zimne i wprowadzające w stan rzeczywistości krople wiosennego deszczu sprawiły, że jej kuse ubranie stało się wręcz przezroczyste. Pomimo to siedziała. Niewzruszona swoim stanem., wytrwała, przepełniona strachem a zarazem nadzwyczaj odważna. Przez kilka sekund wpatrywała się w jego postać, stojąca zaledwie kilka metrów od niej. Bez większego zainteresowania oderwała od niego swój wzrok. Mocniej objęła kolana rękoma po czym położyła na nich brodę. Jej zachowanie … zdziwiło? Tak to dobre słowo. Zdziwiło go. Po kilku minutowym wpatrywaniu się w jej osobę, przygotował się na każdą, jego zdaniem, możliwą reakcję. Lecz takiego zachowania nie przewidział. Nastawił się bardziej na fakt, że rzuci się na niego z pięściami, wyzywa od najgorszych, rozpłacze się, czy nawet rzuci na szyję. Ale zignorowanie go? Czy to aby na pewno była ta sama Sakura Haruno, którą znał, mając te naście lat? Nie, zdecydowanie nie. Jej zielone tęczówki miały zawsze tą rozbawiona iskierkę, miały ten błysk na widok jego osoby. A teraz. Nie przedstawiały .. nic. Nie posiadały żadnego uczucia, które można by było zobaczyć przez ten niegdyś soczysty, teraz raczej wyblakły, zielony odcień.
- Nic nie powiesz? – zapytał, wytrwale wpatrując się w jej zgrabną sylwetkę. Wstała, po czym przechodząc kilka kroków, stanęła tuż przed nim. Podniosła lekko głowę, wpatrując się raczej w obrany przez siebie punki, niż na niego.
- Nie.. – odparła. Ciepły oddech odbił się o jego szyję, powodując nieznaczną przyjemność. Jej głos nie przedstawiał nic, poza oschłością i niechęcią. Wyminęła go, idąc wolnym krokiem w stronę końca pomostu, a tym samym bram Konohy. Złapał ją za przedramię. Wyrywając się zręcznie z jego uścisku, przyśpieszyła kroku.
- Sakura… - zaczął. Brak reakcji. W jednej sekundzie znalazł się tuż przed nią. Odskoczyła do tyłu, powiększając tym samym dzielącą ich przestrzeń. Nie drgnęła, pozostała w skłonie, ze spuszczoną głową, opierając się jedną ręką o ziemię.
- Odejdź… - nie brzmiało to jak rozkaz, raczej jak prośba.
- Sakura ja .. – już miał jej wszystko wytłumaczyć, kiedy ta podniosła głowę, ukazując swoje czerwone i szklące się oczy. Przerwał, zrobił krok w jej stronę. Nie ruszyła się. Wbiła swoje zielone tęczówki w jego zawsze czarne oczy.
- Odejdź… Proszę. Idź skąd przyszedłeś. Było dobrze, jest dobrze. Już nikt Cię nie chce. Już ja Cię nie chcę! Naruto przestał o Ciebie walczyć! Przestał.. przestaliśmy wierzyć, że jesteś inny, że chcesz być inny niż swój brat. Odejdź.. Idź i nie wracaj.. proszę Cię.. – ostatnie słowa wypowiedziała przez łzy. Zabolało. Czuł, jak ktoś wbija mu miecz w serce, każde następne słowo sprawiało, że bolało jeszcze bardziej.
- Ja nie chciałem
- Tyle czasu potrzebowałeś żeby zebrać się na te słowa? Tyle czasu żeby zrozumieć, że ktoś za Tobą tęskni? Że marzy o Twoim powrocie?! Nienawidzę Cię!! – łzy jedna za druga spływały po jej twarzy mieszając się z zimnym deszczem. Tyle czasu czekała na to spotkanie. Tak bardzo chciała powiedzieć mu jak za nim tęskni. Lecz jego widok, wcale nie ukoił jej zmysłów. Wręcz przeciwnie. Wzbudził w niej tylko niechęć. Było jej zimno. Bezwładnie opadła na kolana. Cała dygocąc podciągała co jakiś czas nosem. – Idź stąd… - wydusiła widząc zbliżającą się do niej jego postać. Ściągnął kimono i zarzucił je jej na ramiona. Podniósł ją i przytulił do swojego ciała. Pomimo swoich słów, wtuliła się ufnie w jego tors.
*** (Chodzi o Naruto, jakby ktoś nie skojarzył ;] )
Wszystko działo się zbyt szybko, żeby mógł zareagować. Było ich 3.. może 4. Mieli długie czarne płaszcze w jakieś czerwone maziajki. Działali bardzo sprawnie. Każdy zajął się jednym z nich. Bez wpadek, nieporozumień czy niepotrzebnych ruchów. Działali bezszelestnie. Dostał czymś w głowę, stracił przytomność. Kiedy ponownie otworzył oczy, po swojej lewej zobaczył Hinatę a po prawej Kibę. Byli nieprzytomni. Jak przez mgłę, słyszał rosnące z sekundy na sekundę kroki i strzęp rozmowy.
- „ … mamy nadwyżkę. Jakąś…”
- „Oo Wężowaty będzie się…. Ładna. A gdzie Uchiha?”
- „ No właśnie, jest mały problem”
Po chwili, drzwi otworzyły się a do środka zostało wrzucone ciało różowo-włosej dziewczyny. Słuchać było jeszcze tylko przekręcany w mosiężnych drzwiach klucz i oddalające się kroki.
- SA.. Sakura- ..chan ? – zapytał pół-głosem tracąc przytomność.
***
- CO?! Nie możesz ich tak po prostu PORZUCIĆ! – warknął Sasuke. Cała 7 stawiła się następnego dnia na rozkaz Hokage w jej zawsze zawalonym papierami gabinecie. Pomimo, że znali się tyle lat, każdy znajdował się w innej części gabinetu. Kakashi jak zawsze siedząc na parapecie, wielkiego okna przypatrywał się temu wszystkiemu z nieukrywanym zdziwieniem. Lecz nie zabierał głosu.
Stojąca dotychczas przodem do okna Tsunade, a tyłem do grupy odwróciła się. Jej twarz, przedstawiała nie małe zakłopotanie. Jak mógł powiedzieć, że ona zostawia na pastwę losy Naruto czy Sakurę? Tych, których traktowała jak własne dzieci.
- Ja ich nie porzucam! Po prostu oddaje im honor!
- Taki honor to sobie w buty wsadź! – to był koniec rozmowy. Żadne z nich nie miało nic więcej do dodania. Sasuke zmierzył Blondynkę nieokreślonym spojrzeniem po czym odwrócił się na pięcie i wyszedł, trzaskając drzwiami. Lee poszedł w jego ślady. Kiedy z parapetu wstał Hatake, Tsunade nie wytrzymała
- A Ty gdzie do jasnej cholery się wybierasz?! – wrzasnęła. Kakashi spojrzał na nią zaspanym wzrokiem
- Do domu, nic tu po mnie - powiedział znikając w kłębie dymu.
- Oogh … - warknęła, zaciskając ze złości pięści. – Idźcie stąd wszyscy! Już! – krzyknęła odwracając się do niech plecami. Po chwili pomieszczenie ogarnęła błoga samotność i cisza. No, nie wliczając pozostałego po ich zniknięciu szarego obłoku. Hokage przechodząc kilak kroków, zmęczona już całym tym zamieszaniem bezwładnie opadła na fotel.
” To nie dla mnie …” Jęknęła wygrzebując z wielkiej sterty kolejne papiery.
***
- Sasuke … - Lee zaczął bez większego przekonania, nie wiedząc co dokładnie robi wychodząc za Uchihą. Czarnowłosy odwrócił się twarzą w jego stronę
- Co? – jego głos nie miał zbyt ciepłej i zachęcającej do dzisiejszej rozmowy barwy.
- To co wtedy powiałem.. – zaczął – Ja wcale tak nie …
- Daruj sobie Lee. Pewne słowa zostały wypowiedziane i nic tego nie cofnie. Chociaż wydaje mi się, że powinieneś wiedzieć, że po części miałeś rację.- odwrócił się nie czekając na jego odpowiedź i zaczął iść we wcześniej obranym kierunku.
- Uchiha... Wiem, ze nie zostawisz tego w takim stanie. Wiedź, że idę z Tobą. – powiedział idąc w przeciwną stronę do czarnowłosego.
***
Po powrocie do domu, Sasuke wstawił wodę i rozpalił w kominku. Czekając aż woda nabierze odpowiedniej temperatury usiadł w fotelu obok ognia i beznamiętnie szukał w nim odpowiedzi na nurtujące go pytania. Ogień był jedynym, któremu bezgranicznie ufał. To właśnie on znał jego najskrytsze sekrety czy marzenia. To jemu zawdzięczał ciepło i światło w zimne wieczory. Był jedynym, który pomagał nie zaprzątając mu głowy swoim zdaniem czy uwagami na dany temat. Wiedział, że zawsze może zwrócić się do niego o pomoc, kiedy tylko będzie w krytyczniej sytuacji. Z zamyślenia wyrwał go wstawiony jakiś czas temu czajnik. Po ściągnięciu go z ognia i zalaniu wcześniej przygotowanej herbaty, gorący kubek zdążył przenieść tylko do pokoju, kiedy do jego uszu dobiegło delikatne pukanie do drzwi. Bez większego przekonania udał się do przedpokoju.
Kiedy otworzył drzwi zobaczył w nich ledwo stojącą, podrapaną i wycieńczoną….
komentarze [13]~~~~~~
Kamashi

II "To nie jest koniec, to nawet nie początek końca. To dopiero koniec początku….." >> piątek, 14 marca 2008 21:03:05
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
No więc tak. Postanowiłam że będę dodawała notki co tydzień w piątek. Mam nadzieje, że w końcu dotrzymam terminów. Przepraszam że tyle czasu nie bylo newsa ale mam bardzo dużo spraw na głowie związanych z przygotowaniami do imprezy. Ale co ja sie tłumacze. Zapraszam do czytania i mam nadzieje, że sie spodoba :)
Pozdrawiam
Kamashi :*:*
-----------------------------
- No dalej! Nie krępuj się braciszku… Zrób to na co tyle czasu czekałeś! Wiem ze marzyłeś o tej chwili. Tak wiec co się wahasz! Śmiało! Zabij mnie!!
- Wątpisz, że to zrobię? – zapytał z kpiącym uśmiechem.
- Nie co do tego nie mam wątpliwości. Wiem, że Orochimaru dobrze Cię WYTRESOWAŁ – syknął wiedząc, że brat nienawidzi tego rozdziału swojego życia. Rozdziału który chciałby wymazać, zamknąć na zawsze.
- To są Twoje ostatnie słowa przed śmiercią? Jakoś słabo Ci wyszły – zakpił zbliżając katane do jego gardła.
- Sasuke dość! – po zazielenionej okolicy rozległ się zgrzyt obijającego się o siebie metalu. Na dźwięk znajomego głosu poluzował uścisk na mieczu. Broń cicho upadła na ziemię obok mężczyzny. – Nawet nie próbuj Itachi! – wrzasnął po chwili rzucając kunaiem w okolice katany i tym samym zbliżającej się do niej ręki starszego z klanu Uchiha.
- Kakashi … Wielki Kopiujący Ninja. Znowu się spotykamy. – jego głos ociekał jadem
- Hatake pozwól mi .. – zaczął Sasuke lecz sam wiedział że na marne.
- Nie ma mowy. Nie jeżeli JA tu dowodzę – uciął krótko kończąc tym samym rozmowę.
***
Mrok, chłód i deszcz kawałek po kawałku owijały są szarością osamotniona teraz Wioskę Liścia. Jeszcze wczoraj była to tętniące życiem miejsce. Teraz. Pogoda idealnie odzwierciedlała smutek panujący na owym terenie. Każdy człowiek na swój sposób przeżywał śmierć bliskich. Córki, syna kompana czy tez nawet i zwykłego znajomego.
Jedno siedzieli w zaciszu własnego domu starając się opanować drżenie rąk. Inni zaś trenowali w dojo chcąc wyrzucić z siebie złe myśli. Lecz ten który stracił prawie że wszystko. Nie należał do jednym ani do drugich. Pomimo to posiadał skrajne poczynani obu tych przypadków. Chciał być sam. Zdecydowanie. Oraz toczył walkę, lecz nie wyżywał się na sprzęcie treningowym. O nie, on toczył walkę z samym sobą, ze swoimi myślami.
Stał, nie zwracając uwagi na deszcze wpatrywał się w lśniącą od kropli wody skałę. Była to jedyna rzecz która tak bardzo wbiła mu się w pamięć z ich „pierwszego” a za razem wspólnego treningu. Ale czy aby na pewno? Nie to nie był trening. To był test, który zdali. Przed jego oczami pojawiła się sytuacja. Kiedy to Kakashi stanął przed nią tak samo jak teraz on i beznamiętnie wpatrywał się w wypisane na niej imiona i nazwiska. „To są bohaterowie […] Oni wszyscy Z.W.B.”
- „Oo jak to fajnie brzmi ja tez chce być Z.W.B”
-„Naruto to znaczy Zginęli W Boju”
Wtedy wydał mu się śmieszny a wręcz beznadziejny. Lecz teraz, teraz jego słowa brzmiały zupełnie inaczej. Nie było to już zwykłe, bezsensowne zdanie, rzucone tylko na wiatr. Teraz … Teraz miało ono sens.
Setki razy powtarzał sobie, że pomimo że będzie bez szans, że sytuacja będzie z góry przesądzona nie podda się i nie pozwoli na śmieć swoich bliskich. Nie wiedział tylko, że będzie to takie trudne. Kolejny już raz odebrano mu coś tak cennego. Osoby które .. kochał? Tak teraz mógł to z duma powiedzieć. Kochał … nie on ich nadal kocha! Bo oni nadal żyją! Wiele razy kłócił się z nimi. Mówiąc, że nic dla niego nie znaczą, ze równie dobrze mogłoby ich tu nie być. Lecz ile było w tym prawdy? Właśnie. Prawda. Była to jedyna sprawa, w której nigdy, ale to nigdy nie miał przewagi nad Sakurą. Ona i Naruto jako jedyni potrafili zwęszyć jego „prawdę”. Nie obrażali się nigdy za słowa wypowiedziane pod wpływem chwili. Jako nieliczni lubili go takim jakim jest.
***
Młody Uchiha przyglądał się uważnie związanemu i nieprzytomnemu bratu. Nie wiedział czy dobrze zrobił czy też nie. Wiedział jednak, że zrobił wbrew sobie. Swoim, może nawet marzeniom i pragnieniom od tak dawna. Tak długo czekał na tę chwilę, na moment, w którym pokaże mu, że jest gotowy… Że potrafi zabić.
- Gdzie Sakura-chan ? – z zamyślenia wyrwał go głos kompana
-Co? Jak? Gdzie? No TAM BYŁA!
- Właśnie. BYŁA! SASUKE!! – dobrze zbudowane mężczyzna wpatrywał się z chęcią mordu w oczach w czarnowłosego. Jak mógł postąpić tak nierozsądnie? Tak lekkomyślnie.
-Zostaw mnie w spokoju i odczep się tez od niej ona jest MOJA! – zbyt duża presja? Dlaczego tak gwałtownie i niespodziewanie zareagował? Sam nie wiedział… I .. dlaczego ona była właśnie jego?
- Nikt nie jest niczyją własnością! A już szczególnie nie Twoja i nie ONA!
- Odczep się od mojego życia bo wiem o nim więcej niż TY!
- Masz może coś jeszcze do powiedzenia ZDRAJCO?
- Oszczekaj to! – nie lubił tego tematu. Było minęło czyż nie? Wiedział, że zabłądził na swoich ścieżkach życia. Ale czy za każdym razem kiedy zaczyna się już dobrze układać musi pojawić się ktoś kto wszystko zepsuje. Kto przywróci dawny tok myślenia i ociekające chęcią mordu wspomnienia.
- Nie mam zamiaru! Jak było u Orochimaru? PIESECZKU na posyłki?
- Zamknij mordę uliza….!
- DOŚĆ! Zachowujecie się jak DZIECI! Ile Wy macie lat? 10?!
-Przez NIEGO porwano Sakure!
- Powieee …
- SPOKÓJ! Mamy dość zmartwień jak na jeden dzień! Nie potrzebuje bachorów skłóconych o byle co!
- ONA NIE JEST BYLE CZYM!! – wrzasnęła owa dwójka stojąca naprzeciw niego
- Macie coś jeszcze do powiedzenia? – jego mina wyrażała wszystko. Koniec gadania. Sytuacja była … zła? W dość mocnym tego słowa znaczeniu. – Wracamy.. – zarządził
- CO? – liczyli raczej na słowa „ Ruszajmy się jak chcemy ich dogonić”
- Jak to wracamy? A co z Sakura?
***
- Sasuke Uchiha. Co w deszcz i po zmroku robisz w takim miejscu - tusz za jego plecami rozległ się tak dobrze znany mu głos. Głos, który gdzieś w głębi duszy chciał usłyszeć.
- Równie dobrze mogę zapytać o to samo. Kakashi – odparł odwracając się w jego stronę.
Mieli identyczne wyraz twarzy. Wyraz? Raczej jego brak. Mimika ich twarzy nie przedstawiała nic. – Chociaż, akurat Ty powinieneś wiedzieć najlepiej dlaczego tu jestem. Bo Ty jesteś tu z tego samego powodu…. – dodał wbijając swój wzrok ponownie w lśniącą skałę.
- Masz racje. Wiem co czujesz…. Ale .. – zaczął
- Nie próbuj mnie pocieszać. Bo i tak Cię nie posłucham – przerwał mu beznamiętnie
- Wiem o tym, dlatego nie mam zamiaru Cię pocieszać. Chcę żebyś wiedział, że fakt iż uznano ich za zaginiony nie świadczy o tym, że oni NIE żyją Sasuke. A poza tym ja w innej sprawie. Tsunade-sama ogłosiła jutro spotkanie około 12. Obecność obowiązkowa. – powiedział milknąc.
Otaczała ich tylko ciemność. Ciemność i wspomnienia. Sami nie wiedzieli co gorsze. Każda kropla deszczu spadająca na ich ciała przynosiła ukojenie dla zmysłów. Lecz ta sama kropla która dawała rozkosz potrafiła, brutalnie i bez uprzedzenia wyrwać ich z natłoku wspomnień, które tak nachalnie powracały do umysłu. Pomimo to stali. Stali wpatrując się w pozornie nic nie znaczącą skałę. Dla nich był to jednak pomnik. Pomnik shinobi, poległych w walce.
Sasuke patrzył na głaz błagalnym wzrokiem, jakby prosząc żeby imiona jego bliskich nigdy nie zostały na nim wyryte. Zaś Kakashi patrząc na błyszczące w świetle księżyca nazwiska mógł z dumą powiedzieć, że miał okazję walczyć u boku jednych z najlepszych ninja Konohy. Dla niego ta skała była czymś w rodzaju księgi wspomnień, księgi która jest dostępna dla każdego. Lecz nie dla każdego znaczy tyle samo. Kakashi znał dobrze rodzaje bólu. Wiedział, że ból fizycznie nie jest w stanie dorównać psychicznemu. Mógł nawet powiedzieć, że czasami zastanawiał się dlaczego nie zginał wtedy, razem z nimi. Razem z najlepszymi przyjaciółmi, z bliskimi za którymi tak bardzo tęsknił.
- Sasuke to musiało się tak skończyć widocznie tak miało być … - powiedział Hatake odwracając się i odchodząc, wolnym za razem leniwym krokiem.
- Mylisz się.. – burknął jakby od niechcenia czarnooki. Kakashi zatrzymał się w półkroku na dźwięk jego słów.
- Co masz na myśli? – zapytał nie zaszczycając go nawet spojrzeniem.
- To się jeszcze nie skończyło.- zaczął a brak odzewu ze strony Szarowłosego „ nakazywał” mu kontynuować. – To nie jest koniec, to nawet nie początek końca. To dopiero koniec początku…..
komentarze [15]~~~~~~
Kamashi

I "Ostatnia walka... Uchiha vs Uchiha" >> piątek, 29 lutego 2008 22:15:40
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Po dosc długim namyśle zdecydowałam sie na napisanie opowiadania. Mam nadziej, że spodoba Wam się moje działo. Co mogę więcej dodać? Życzę miłego czytania.
- Tsunade wzywa – powiedział posłaniec po czym pośpiesznie się wycofał.
-Ehh… Zaczęło się. Sakura czas na nas.
Zapakowała to co najpotrzebniejsze po czym poszła za czarnowłosym. W siedzibie Hokage byli już wszyscy. Całe 11 osób.
-Wiecie po co Was wezwałam? – bardziej stwierdziła niż zapytała. – Mam wieści, że do zachodniej granicy zbliżają się uzbrojona grupa …
- Grupa? Czyli ile? – przerwał jej Shikamaru
- Dokładnie nie wiadomo. Około 20 góra 30 osób. – wyjaśniła. Na ich twarzach widniała skupienie, Tsunade kontynuowała – Nie są to najlepsi ninja wiec nie powinni sprawić Wam zbyt dużo trudności. – oparła brodę na splecionych palcach. Wiedziała, że padnie kilka pytań. Nie myliła się.
- Skoro nie są to najlepsi ninja, to dlaczego wezwałaś nasz cały oddział? – zdziwił się Neji.
Rozmasowała skronie, po czym ciężko westchnęła. „Czas na główne danie” pomyślała. Podniosła się z fotela i stanęła przez wielkim oknem widniejącym na całej ścianie. Konoha. Wioska ta miała swoja historie, jak i żyła swoim rytmem. „Tsunade-sama?” usłyszała jakby z oddali. Odwróciła się do zebranych w jej gabinecie ANBU. –Przepraszam zamyśliłam się. Główny powód dla którego wybrałam właśnie was jest trochę inny. Nie wiemy do końca jak liczny jest wróg, nie wiemy tez na co go stać, ani kim on jest, a nawet.. nie wiemy jakie ma dokładnie zamiary… - urwała. Wiemy jednak, że we wszystko to zamieszany jest …
- … Orochimaru – powiedział Kakashi, który właśnie przed chwilą pojawił się w oknie tuż za plecami Naruto.
- Kakashi-sensei? – zdziwiła się Sakura
- HATAKE! – wrzasnął Uzumaki mierząc w niego palcem
- Oj mały dalej masz mi za złe to ramen? – zapytał z uśmiechem na ustach
-Nie TO ramen tylko NAJLEPSZE ramen w całej Konoha! (Nie wiem jak odmienia się Konoha przez przypadki ;/ dop. aut. ) I NIE JESTEM MAŁY! – dodał na koniec dotknięty uwagą senseia.
„Fakt nie był już tym samym małym Naruto który wszędzie musiał być pierwszy, który zawsze kłócił się z Sasuke, podkochiwał w Sakurze …. Był już duży, dobrze zbudowany. Był odpowiedzialnym mężczyzną i … mężem” Musiał to przyznać zmienił się nie do poznania. Chociaż, nie całkiem. Nadal miał w sobie to figlarne spojrzenie, tą niesforną blond czuprynę. Ale nadal wpatrując się jakiś czas w jego oczy można było dostrzec w nich, tam gdzieś tak bardzo głęboko, tego małego chłopca stojącego na środku ulicy i wpatrującego się w przechodniów. W ludzi, których pomimo, że widział na co dzień darzył jedynie niechęcią. Lecz mógł to dumnie powiedzieć, że częściowo to dzięki nim zaszedł tak wysoko, nie jest Hokage. Najważniejszym i największym ninją w wiosce. Jeszcze. Jeszcze nie jest Hokage. A z postępami, jakie robi jest to tylko kwestia czasu.
- Przepraszam Naruto ale nie mogłem się wtedy powstrzymać. Jeżeli poprawi Ci to humor to jak wrócimy to stawiam Ci ramen – zaproponował no co Uzumaki odpowiedział wielkim uśmiechem. Reszta znajdująca się w pokoju zaśmiała się radośnie.
- Wracając do misji. – przerwała im Tsunade - Jak już wiecie chodzi o Orochimaru. Minęło sporo czasu od ostatniego spotkania z nim …
***
- Sakura… Sakura- chan! Proszę Cię! – krzyknął rozpaczliwie – miałaś się nie mieszać! Nigdy mnie nie słuchasz! – urwał - Ehh … wiesz, że nie możesz zginąć – powiedział kładąc jej rękę na brzuchu. Dziewczyna ujęła jego dłoń ściskając lekko, odwzajemnił uścisk.
- Kocham Cię… nigdy w Ciebie ni… nie zwątpiłam. Przepraszam … za Hi… - plunęła krwią – Hijuki …
- Ciii … nic nie mów, będzie dobrze – uciszył ją biorąc na ręce
- Przepraszam.. Pamiętaj o mni… - szepnęła prawie, że bezgłośnie zamykając oczy
- Sakura!
- No jak przykro! – powiedział ironicznie głos tuż za jego plecami – Czyżbyś się zakochał? – wybuchnął śmiechem
- Zamknij się! – wrzasnął spoglądając w jego czerwone tęczówki…
***
- Naruto-kun! – krzyknęła kobieta trafiając w lecący za jego plecami kunai.
- Dzięki skarbie – rzucił pośpiesznie wykonując kolejna pieczęć
- Gatsuga! –w jednej sekundzie tuż obok owej dwójki pojawił się ogromny pies a zaraz obok niego Kiba – Cieszycie się?
- W samą porę stary – wrzasnął Uzumaki broniąc się przed kolejnymi ciosami
- Kiba-kun a gdzie Shino? – zapytał drobna kobieta wycofując się kilka kroków i stając obok kolegi
- walczy u boku Shikamaru i Lee jakieś 100 metrów stąd
- Dlaczego nas tak porozrzucali? W czym tkwi haczyk? – myślał głośno Naruto. Na odpowiedz nie musiał długo czekać.
-Naruto! ….
***
-Shizune nie ma ich już drugi dzień! Pośle po nich resztę ANBU co? Jak sądzisz? No bo wiesz.. widzisz oni .. znaczy się Ci, nie no dobrze oni .. – mieszała się Tsunade chodząc w te i we wte (<- no wiecie o co mi chodzi :) dop. aut)
- Czy naprawdę Tsunade-sama uważasz że jest to dobry pomysł? – zdziwiło ją pytanie kobiety. Jeszcze nigdy nie widziała jej w takim stanie.
- Nie wiem … No ale Akatsuki! Sama dobrze wiesz ze akurat ich to nikt się nie spodziewał!
- Ale Tsunade-sama! Nie możesz! – zaprotestowała lecz po chwili zamilkła czując na sobie przeszywający a za razem morderczy wzrok Hokage
- JAK TO NIE MOGĘ!? JA WSZYSTKO MOGĘ! – warknęła. Po czym bezsilnie opadła na fotel. Znajdujący się za wielkim biurkiem z jeszcze większą stertą papierów. Westchnęła bezradnie chowając twarz w dłoniach – Cynapladeuwagachzenemoge? – zamruczała niewyraźnie pod nosem jak bezbronne dziecko, które nie może pojąc dlaczego nie może dostać wymarzonego roweru.
- Hokage-sama czy naprawdę uważasz, że znasz ludzi nawet i z ANBU, którzy mogliby… nie, nie tak. Którzy BYLIBY w stanie pomóc oddziałowi, który tam posłałaś? Czy naprawdę sądzisz że są jacyś ludzie w naszej wiosce lepsi od nich? – brak odpowiedzi świadczył tylko o jednym - Też tak sądzę … - bała się jej reakcji. Jeszcze nigdy nie zwracała się do niej w taki sposób.
- Bez względu na wszystko. Jeżeli nie wrócą do jutra. Wysyłam po nich oddział Nitashi … - oświadczyła
- Ale… - zaczęła Shizune wyrażając swój sprzeciw, wszystko na marne
- Koniec! A teraz wyjdź .. Chce zostać sama …
- Hai .. – odparła opuszczając pomieszczenie
Co ja sobie myślałam okazując moją słabość przed Shizune! Jak mogłam tak łatwo pokazać ze chorobliwie boję się o zdrowie… życie tych najbliższych mi osób?
Tsunade niespokojnie poderwała się z miejsca i zaczęła bezcelowo krzątać się po pomieszczeniu. Wiedziała, że musi spodziewać się najgorszego. Ze popełniła błąd. Zamknęła oczy podpierając się o wielki parapet… Ale nie mogła przewidzieć pojawienia się Akatsuki! Nie jest przecież jasnowidzem!
Przyszli po Naruto! Zapewne! Zabiją tego jednego, dzięki któremu tak dobrze pamiętała swojego małego braciszka, który jednym gestem potrafił doprowadzić ją do wściekłości a za razem do skrytego w jej wnętrzu uśmiechu. Wyobraźnia wzięła górę. Widziała na wpół żywe, a może raczej na wpół martwe ciała… Byli tam wszyscy… Na samym początku znajdował się Kakashi, który swoim ciałem zasłonił leżącego na ziemi Naruto. Upadł na kolana do pozycji klęczącej. Podparł się na rękach i wypluł krew. Ostatkiem sił podniósł głowę i wyszeptał „To wszystko, śmierć ich wszystkich … to .. to Twoja wina ..
Tsunade spokojnie!!. Ty tylko chwilowe desperackie posunięcie… Tak zdecydowanie a szczególnie, że jesteś Hokage najbardziej odpowiedzialną osoba w tej wiosce! I nie powinnaś podejmować pochopnych decyzji! Trzeba było spokojnie poczekać na więcej informacji! Poza tym! Posyłanie Nitashi na śmierć? W sumie to co Ty starasz sobie wmówić? Wiesz dobrze ze będzie już po wszystkim! Wiesz dobrze ze idzie ona tam tylko i wyłącznie po ciała, lub ciężko ranne osoby … Powiedzmy sobie szczerze … Nie mają szans. Zawaliłaś…
***
-Nie no braciszku jesteś żałosny! – jego głos przepełniała kpina – Tyle lat próbujesz mnie pożal się Boże zabić i jakoś Ci to nie wychodzi – zaśmiał się irytująco - Czyżbyś stał się słaby i wierny idei, że walcząc za najbliższych pokazujesz swoją prawdziwą potęgę? Proszę Cię! Bądź przynajmniej godnym przeciwnikiem i walcz ze mną jako Mściciel!
- Zamknij się! – wrzasnął czarnowłosy, spoglądając na smukłe i nieprzytomne ciało kobiety, którą .. kochał? Nie bardzo wiedział co to miłość, ale jeżeli właśnie to uczucie miało odbierać mu jego najbliższych to chrzanić taki układ!
Może on ma racje? Może naprawdę nadaje się tylko i wyłącznie do życia jako Mściciel? … Nie! Nie chce stać się taki jak Itachi! Nie chce być mordercą bez serca!
-Owszem jestem Mścicielem! Lecz moja droga nie kończy się na Tobie! Jesteś dla mnie niczym! Przeszkodą na drodze życia, która przez zbyt długi czas nie pozwalała mi myśleć o niczym innym niż o zemście! Zemście za klan, który bez powodu i bez najmniejszego uczucia wymordowałeś! Jesteś zwykłym draniem! Może i masz siłę, może i znasz wiele różnych technik, lecz walcząc tylko i wyłącznie dla siebie, dla zaspokojenie własnej chęci mordu. Nic tak naprawdę nie zdziałasz. A wiesz co mnie od Ciebie różni i w czym mam nad Tobą przewagę? Jestem SOBĄ! Mam wokół siebie ludzi, którzy bez najmniejszego zastanowienia oddaliby za mnie własne życie! I właśnie dzięki nim wiem , że potrafię Cię pokonać! Kiedyś byłeś dla mnie autorytetem, ale to było kiedyś. Teraz w sumie nie mam pojęcia dlaczego tak uważałem bo obecnie jesteś dla mnie niczym i nikim… - mówił to co zawsze chciał mu powiedzieć.
- Myślisz, że Twoje marne słówka zrobią na mnie wrażenie, że nagle przyznam Ci racje? – zadrwił zaciskając pięści ze złości.
-Nie, nawet na to nie liczyłem. Ty miałbyś przyznać komuś racje? Zgodzić się z jego poglądami? Ty wielki Itachi Uchiha? – powiedział drwiąco – Czyńmy pokłony przed panem i władcą! – zaśmiał się gorzko. – Zejdź na ziemie i zacznijmy bo nudzi mnie Twoja obecność
- Pożałujesz tych słów smarkaczu – mruknął członek Akatsuki wykonując błyskawicznie jedną z pieczęci
- Ciekawe skąd znasz tę technikę? A tak .. zapomniałem! Umiesz tylko i wyłącznie kopiować! Nie posiadasz nic swojego. W sumie. To po co zmarłym niekiedy tak cenne dla żywych techniki? Czyż nie? Braciszku? – jego głos wręcz ociekał jadem. Cała nienawiść, która była w nim od tego pamiętnego dnia wybuchła.
- ZAMKNIJ SIĘ! – wrzasnął starszy z braci rozpoczynając walkę
– Ostatnia walka … Uchiha vs Uchiha … - szepnął Sasuke
Walka rozstrzygająca pomiędzy dwojgiem ludzi, niegdyś tak bliskim sobie, teraz dalekim niczym niebo i ziemia…
***
- […] byli dobrymi ludźmi, wiernymi kompanami, wspaniałymi ninja. Pośród nich było kilku, których osobę ceniłam sobie a za razem podziwiałam. Byli jednymi z najlepszych … - przerwała wciągając świeże powietrze do płuc żeby później wypuścić je z cichym świstem – właśnie … byli. Jest jeszcze kilka osób…. ciał, których nie odnaleziono. Mam nadzieje, że stanie się to w jak najkrótszym czasie…. Zdarzenie to wstrząsnęło cała Konohą, a ja jako jej Hokage mam zamiar przyjąć na siebie wszelką odpowiedzialność za owe zajście…. […]
Proszę o szczere opinie.
Pozdrawiam
komentarze [15]~~~~~~
Kamashi

Poszukuje !!! >> piątek, 22 lutego 2008 15:17:43
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Znacie moze jakieś ciekawe opowiadania o Naruto?! Byłabym wdzięczna za podanie adresu. Znalazłam kilka ale ... no coż nadal mi mąło :) Z góry dziękuje za fatyge :] pozdrawiam :*
komentarze [3]~~~~~~
Kamashi

Wiatm :) >> piątek, 22 lutego 2008 09:55:22
KLIK
!!! Mój Drugi Blog !!!!
Szczerze ... to nie wiem co dokładnie będzie na tym blogu;/ Moze jakies częściowe informacje fajne filmiki nei wiem, trudno mi to jak narazie określić :) No ale cóż :) Takie życie :) Pozdrawiam serdecznie i życzę weny wszystkim piszącym opowiadania :*
komentarze [0]~~~~~~
Kamashi
-----------------
Lay&html wykonała Rukia-chan. Tylko i wyłącznie dla
Agi. jak mi ktoś
spróbuje skopiować, to napadnę i zacznę gadać o Fullmetal Alchemist bez końca, aż uszy odpadną! Bójcie się ;3